Pomiń nawigację Przejdź do sekcji stopka"
Logo Funduszu Feministycznego
Fundusz Feministyczny
Czy ciałopozytywność jest jeszcze komuś potrzebna?

Czy ciałopozytywność jest jeszcze komuś potrzebna?

Natalia Skoczylas

Gdy zastanawiamy się, czy „potrzebujemy jeszcze ciałopozytywności”, rzadko mamy na myśli strukturalne nierówności. Częściej nawiązujemy do emocjonalnych historii i osobistych trudności, jakby ciało było wyłącznie przestrzenią psychologicznej pracy nad sobą.

 

Ciałopozytywność, czyli odporność psychiczna

Ciałopozytywność zazwyczaj budzi skojarzenie z samoakceptacją czy miłością do swojego ciała. Jest to niezwykle uproszczone spojrzenie. Powstanie idei przypisuje się Connie Sobczak i Elizabeth Scott, założycielkom organizacji The Body Positive (pl. ciałopozytywny) powstałej w 1997 roku. Ich działania miały charakter edukacyjno-terapeutyczny. Model pracy Sobczak i Scott opierał się na metodzie feministycznego dialogu – tworzyły przestrzeń, w której dziewczyny i kobiety w różnym wieku dochodziły do wniosku, że ciągłe skupienie na własnych ciałach zabiera im cenny czas na rozwój, przyjemności, życie*.

To były czasy, w których kultura fitnessu i rozwój najdziwniejszych diet już zbierały żniwa w postaci zaburzeń odżywiania. Psychoterapeutka i edukatorka, opierając się na doświadczeniu zawodowym, stworzyły programy oparte na następujących wezwaniach: „przejmij swoje zdrowie”, „intuicyjnie dbaj o siebie”, „kultywuj miłość własną”, „zadeklaruj swoje autentyczne piękno” oraz „buduj wspólnotę”. Priorytetem była troska i zbudowanie osobistej odporności wobec świata, w którym istnieją oczekiwania, nierówności i ograniczone możliwości. Ciałopozytywność jako rzeczownik** i zjawisko nie narodziła się jednak w programach terapeutycznych, ale na Instagramie. Przeważnie modelki plus-size, kobiety uznawane za grube pokazywały swoje ciała, opatrując zdjęcia hasztagami, jak „EFF your beauty standards” (pl. „pieprz… twoje standardy piękna”).

Wygląd zewnętrzny to jednak nie tylko waga, ale także kolor skóry, kwestia sprawności, znaków szczególnych czy wieku. Tymczasem szczególne połączenie występuje na linii ciałopozytywności i grubancypacji***. Często mówi się, że ciałopozytywność wyrosła z grubancypacji, jednak bliższe faktycznemu przebiegowi zdarzeń będzie stwierdzenie, że bodypositivity (ciałopozytywność) skorzystała z niektórych pomysłów fat liberation (grubancypacji), budując zaplecze psychologiczne nastawione na poprawę indywidualnego poczucia własnej wartości (jakże ważnego!), ale wykreślając żądania zmiany całego systemu społecznego rankingu ciał****.

Polityka cielesna

Na długo przed erą Instagrama i językiem self-love, w 1973 roku działaczki kalifornijskiego The Fat Underground, Judy Freespirit i Aldebaran, opublikowały „Fat Liberation Manifesto”***** – oświadczenie, które połączyło cielesność z polityką. W jednym z jego punktów pisały:

Widzimy naszą walkę jako sojuszniczą z walkami innych uciskanych grup przeciwko klasizmowi, rasizmowi, seksizmowi, ageizmowi, eksploatacji finansowej, imperializmowi i tym podobnym.

Manifest wyznaczył kierunek myślenia o grubości jako systemowej kategorii już nie tylko ciała, ale całego kontekstu społecznego, w którym wykluczenie osoby o takim właśnie ciele staje się możliwe. W nurcie czarnego feminizmu ciało stanowi pole walki z rasizmem i kolonializmem. Z kolei ruch domagający się sprawiedliwości dla osób z niepełnosprawnościami oponuje przeciwko narracjom o konieczności „naprawy” ciała. W queerowej polityce cielesnej ciało staje się narzędziem widzialności i oporu – sposobem na zakwestionowanie binarnych norm płci oraz jedynej właściwej seksualności. Działamy przez obecność, odmawiamy wykasowania nas z przestrzeni publicznej.

Choć ciałopozytywność nie jest ani ruchem opartym na tożsamości, ani ruchem politycznym, to ciało stało się jednym z istotnych pól współczesnych postulatów emancypacyjnych. W dyskursach feministycznych, queerowych czy antydyskryminacyjnych to właśnie ciało – jego eksploatacja przez pracę, ekspresja płci, kształt, kolor, sprawność, wiek czy waga – staje się kategorią, przez którą analizujemy wyzwania społeczne. Wygląd nie jest neutralnym faktem, ale nośnikiem znaczeń społecznych i kulturowych kodów, które odbieramy zależnie od naszej perspektywy. Chudość można odczytywać jako dyscyplinę, ale także jako chorobę; starość jako zależność, ale też godność; transpłciowość jako zakwestionowanie binarnego „porządku” płci lub wolność i autentyczność.

Prowadząc warsztaty o różnorodności, słyszę czasem frustrację osób uczestniczących, które stwierdzają, że byłoby o wiele łatwiej, gdybyśmy w ogóle nie zwracały uwagi na swoje ciała. Ujawnia się tu paradoks: aby mówić o nierównościach, potrzebujemy tworzyć kategorie – „lepiej” i „gorzej”, „uprzywilejowana” i „uciskany”. By opisać złożoność doświadczenia, używamy języka, który je fragmentaryzuje. Jednak, czy dałoby się badać i adresować nierówności, nie korzystając chociażby z umownych kategorii? Czy mogłybyśmy dostrzec kontrolę cielesności jako narzędzie kontroli całych grup (co można zauważyć chociażby na przykładzie dostępu do legalnej aborcji)? A w końcu: formułować postulaty polityk wyrównujących szanse?

Nowoczesne zagrożenia

Równocześnie pojawiają się kolejne wyzwania. W ostatnich latach leki odchudzające stały się globalnym fenomenem, promowanym w mediach społecznościowych przez celebrytki i influencerki. Pierwotnie opracowane jako rewolucyjne rozwiązanie dla osób chorujących na cukrzycę typu 2, dziś reklamuje się (tam, gdzie jest to legalne) jako szybkie rozwiązanie „problemu” wagi. W Polsce słychać o trudnościach z dostępnością tych zastrzyków dla osób mających receptę na zdiagnozowane schorzenia. Medyczne podejście do wagi to, oczywiście, o wiele bardziej zniuansowana problematyka******. Jednak „cudowne leki” wyszły już daleko poza gabinet lekarski. Stały się zjawiskiem popkulturowym, a w komentarzach internetowych pojawia się kolejny bat na osoby grube: „teraz to już naprawdę jesteś leniwa, jeśli nie chcesz schudnąć, teraz już nie ma żadnych wymówek!”.

Kolejną kwestią jest „panika moralna” dotycząca cielesnej tożsamości w odniesieniu do płci i koloru skóry. W Szkocji ostatni spór o ustawę upraszczającą procedurę uzgodnienia płci potwierdził, jak silnie transfobia przenika debatę publiczną*******. Równolegle w sporcie międzynarodowym toczy się dyskusja o „sprawiedliwości” rywalizacji, w której obecność transpłciowych zawodniczek jest przedstawiana jako zagrożenie wobec cispłciowych kobiet. W Polsce podobne napięcia ujawniają się w dyskusjach o edukacji seksualnej czy dostępie osób transpłciowych do ochrony zdrowia. W skali globalnej granice ciała wyznacza również polityka migracyjna. Kolor skóry, ubranie, akcent, sposób poruszania się bywają identyfikowane jako symbole „obcości”.

Niezależnie od tożsamości możemy także doświadczać cielesności jako nośnika danych i „narzędzia do optymalizowania”. Aplikacje śledzące nasz ruch, spożycie kalorii i różnorodne parametry zdrowotne tworzą nowe formy cielesnej dyscypliny. Dane o ciele – rytm snu, puls, masa ciała – są dziś przetwarzane w celu sprzedania nam kolejnych, nierzadko zbędnych produktów. Mamy coraz więcej wiedzy o stanie naszych organizmów, ale należy zadać sobie pytanie, czy faktycznie jesteśmy zdrowsze. Do tego dochodzi ciągłe obcowanie ze swoim wizerunkiem, mniej lub bardziej przefiltrowanym pod aktualnie panujące kanony piękna i trendy – wśród których znajdziemy ciałopozytywność.

Czy(ja) to jest w ogóle walka?

W latach 2022–2023 na Facebooku i Instagramie znacząco wzrosły dyskusje o ciałopozytywności, autonomii i ekspresji ciała. Liczba wzmianek o depilatorach wzrosła o 512%, o modyfikacjach ciała o 258%, o depilacji chemicznej o 123%, a o ciałopozytywności – o 47%********. Hasztag #bodypositive jest obecnie językiem marketingu, estetyzacji empancypacji i autopromocji. Badania nad treściami publikowanymi w mediach społecznościowych********* pokazują, że nasz kontakt z materiałami oznaczonymi jako „ciałopozytywne” może przynosić chwilową poprawę nastroju i poczucia własnej wartości, ale w dłuższej perspektywie zmusza nas do koncentracji na wyglądzie i porównywaniu siebie z innymi. Chwila… czy nie z tym właśnie miała walczyć ciałopozytywność?

Ciałopozytywność to potworek nowoczesnego świata, nasza feministyczna hydra. Każdy szczery sprzeciw wobec kanonu piękna rodzi kolejne trzy sposoby zarobienia na jego utrwaleniu. Self-care, rozwój osobisty, wellness, „holistyczna pielęgnacja” – wszystko to pojęcia, które mają przynieść ulgę, ale stają się kolejną moralną normą.

Tutaj dochodzimy do kluczowych pytań. Czy ciałopozytywność ma w ogóle potencjał tworzenia ruchu? Czy kiedykolwiek go miała? A może – te ruchy istnieją już pod innymi szyldami (walki z rasizmem, fatfobią, ableizmem), a ciałopozytywność objawiła się wyłącznie jako próba zmonetyzowania ich wysiłków?

Jeśli miałabym odpowiedzieć na pytanie, czy ciałopozytywność jest jeszcze jakkolwiek potrzebna, to odpowiem, że tak. Nie jako idea, ale jako diagnoza epoki. By pamiętać o tym, jak łatwo stajemy się produktami, jeśli ktoś postanowi na nas zarobić. Na naszym wstydzie, ale może też chęci uznania i skupienia uwagi na sobie chociaż przez chwilę. Zaangażowanie na rzecz ciałopozytywności można także traktować jako wersję light dla osób doświadczających trudności emocjonalnych ze względu na swoje ciało, ale obawiających się zbyt politycznego podejścia. Lub szukających wsparcia psychologicznego. Nawet najlepsza terapia nie sprawi jednak, że przestaniemy być bombardowane komunikatami na temat naszego niewystarczającego wyglądu, zapachu, głosu.

Jeśli współczesne ciało ma jeszcze jakikolwiek potencjał emancypacyjny w zakresie szeroko pojętej atrakcyjności, to w swojej nieużyteczności: w prawie do bycia ważnym, ale nieproduktywnym i nieestetycznym.

Natalia Skoczylas – prawniczka, działaczka, współautorka książki „Grubancypacja. O grubości bez przepraszania”.

* Więcej o tej historii: Sobczak, C. i Scott, E. (2017), The Body Positive: Celebrating 20 Years of Successful Activism to End Eating Disorders, online; https://www.edcatalogue.com/body-positive-celebrating-20-years-successful-activism-end-eating-disorders/.
** Wójcik, K. (2021), Redefinicja postrzegania ciała w dyskursie medialnym – ciałopozytywność i ciałoneutralność, „Studenckie Prace Prawnicze, Administratywistyczne i Ekonomiczne”, nr 38, s. 381–391.
*** W USA fat liberation, pl. grube wyzwolenie – ruch emancypacyjny z lat 60./70. osadzony w dyskursie antydyskryminacyjnym.
**** Więcej o historii grubancypacji i ciałopozytywności przeczytacie w książce: Chowaniec, U. i Skoczylas, N. (2024), Grubancypacja. O grubości bez przepraszania, Wydawnictwo W.A.B.
***** Tłumaczenie własne. Oryginalną, angielską wersję można znaleźć np. tutaj: Fahs, B. (red.) (2020), Burn It Down! Feminist Manifestos for the Revolution, Verso Books, s. 344–345.
****** Np. raport Vingardium Grubiosa (2023), „Nie myślała Pani o schudnięciu?” Doświadczenia grubych osób w kontakcie z ochroną zdrowia, online; https://bitly.cx/FU6BI; wydany przy wsparciu Funduszu Feministycznego.
******* Więcej o sprawie: Brooks, L. (2023), What is at stake in the battle over the Scottish gender recognition bill?, The Guardian, online; https://www.theguardian.com/uk-news/2023/sep/19/scotlands-gender-recognition-reform-judicial-review-what-you-need-to-know.
******** Więcej na ten temat: Meta Platforms (2023), Year-on-year growth of beauty and body positive related conversations on Facebook and Instagram worldwide from 2022 to 2023, online; https://www.statista.com/statistics/1374777/facebook-instagram-beauty-body-positive-related-conversation-trends/.
********* Np. Tiggemann, M. i Zaccardo, M. (2018), „Strong is the new skinny”: A content analysis of #fitspiration images on Instagram, „Journal of Health Psychology”, 23(8), s. 1003–1011.; Cohen, R., Fardouly, J., Newton-John, T. i Slater, A. (2019), #BoPo on Instagram: An experimental investigation of the effects of viewing body positive content on young women’s mood and body image, „New Media & Society”, 21(7), s. 1546–1564.; Fardouly, J., Pinkus, R.T. i Vartanian, L.R. (2020), The impact of appearance comparisons made through social media, traditional media, and in person in women’s everyday lives, „Body Image”, 33, s. 1–9.