O transfeministycznej utopii. Czyli krótki artykuł o największym z marzeń
Dag Fajt
Jak można rozmawiać inaczej o transpłciowości?
Rozmowy o łączeniu tematyki transpłciowości z feminizmem są uznawane za ciężkie, potencjalnie rodzące konflikt. Część działaczek uważa, że realizowanie przez osoby transpłciowe ich praw stanowi bezpośrednie zagrożenie dla „normalnych” kobiet. W wersji skrajnej transpłciowość ma być kultem, który okalecza zmanipulowane, bezbronne kobiety (czyli trans mężczyzn i osoby transmęskie), a niebezpiecznym drapieżcom seksualnym daje możliwość realizacji swoich chorych fetyszy (tu mowa o trans kobietach i osobach transkobiecych). Nie jest to nurt niszowy – w Wielkiej Brytanii działania feministek wykluczających osoby transpłciowe były jednym z czynników, który doprowadził do znaczącego pogorszenia się sytuacji społeczności i wywołania szeroko zakrojonej nagonki. Wiele tekstów, które na tę nagonkę odpowiadają, wychodzi z pozycji, która zakłada, że konflikt ten jest nieunikniony i na różne sposoby próbuje mu zapobiegać – może być to błaganie, desperackie próby przekonania innych o własnym człowieczeństwie, może być to wyjście z pozycji intelektualnej, naukowej, tłumaczącej świat. Takie podejście zostało wyczerpane przez Ninę Kutę w artykule Feminizm musi być trans-inkluzywny albo będzie martwy (przejdź do artykułu Feminizm musi być trans-inkluzywny albo będzie martwy).
W tym artykule nie chcemy jednak się tłumaczyć i przepraszać za życie ani wyjaśniać go innym z pozycji nauczycielki czy dziennikarki, podając suche argumenty za i przeciw oraz odsyłając do mądrych badań naukowych. Naszą intencją jest, by tekst ten stanowił swego rodzaju wyzwanie, był impulsem do poszerzenia ram swojej wyobraźni. Chcemy zaprowadzić Was w zupełnie inną stronę niż wspomniany wcześniej artykuł – stronę utopii.
Jaki jest nasz, transpłciowy, feminizm?
Naszym głównym celem jest trans wyzwolenie, czyli świat, w którym wszystkie osoby, które wyrażają swoją płeć w sposób odmienny od normy, są wolne od przemocy, dyskryminacji, mogą samodzielnie decydować o sobie i swoim ciele. Rzeczywistość, w której istniejemy jest jednak inna, a społeczność osób trans mierzy się obecnie z podobnymi problemami, jakie istnieją w całym społeczeństwie. Zmagamy się z patriarchalnymi wzorcami, dominacją (trans)mężczyzn, seksizmem, mizoginią i różnymi formami nierówności kobiet. Gdy te uprzedzenia dotyczą trans kobiet, mówimy o transmizoginii.
Kolektyw tranzycja.pl składa się w większości z trans kobiet i osób transkobiecych. (Przejdź do strony kolektywu tranzycja.pl). Wiele z nas na własnej skórze doświadczyło uprzedzeń i przemocy, tym boleśniejszych, gdyż pochodzących ze społeczności osób trans, czyli „z wewnątrz”, z miejsca, które uznawałyśmy za bezpieczne. Z tego względu określamy się mianem trans feministek.
Walka o prawa osób transpłciowych jest złożona, z dekady na dekadę ulegająca znacznym zmianom. Nasz feminizm definiujemy też przez przecięcia z innymi ruchami. Czerpiemy z ich doświadczeń, dzielimy się własną wiedzą, a ponad wszystko – współpracujemy i pomagamy sobie nawzajem. Od ruchów proaborcyjnych (przejdź do artykułu o Aborcyjnym Dream Teamie) uczymy się solidarności, samoorganizacji i zdobywania wiedzy (oraz dostępu do leków). Od ruchów osób z niepełnosprawnościami, neuroróżnorodnych (przejdź do artykułu o kolektywie Neuroqueer) czy krytycznych wobec psychiatrii – tego, jak stawiać opór przemocy biurokracji, szpitali i lekarzy. Z kolei anarchistki (przejdź do artykułu o Kolektywie Wilczyce) i abolicjonistki pokazują nam, jak sprzeciwiać się samemu państwu i sztywnym strukturom społecznym.
Krótka historia trans utopii przeszłości
Kiedy możliwość tranzycji płciowej urzeczywistniła się i spopularyzowała, sarkofag w podziemiach chramu Natury pękł, a z dawnego porządku „płci biologicznej” wyzwoliły się zupełnie nowe historie – najeżone przyszłościami.
Laboria Cuboniks, Ksenofeminizm. Ku polityce wyobcowanej
(przejdź do manifestu)
Skupmy się na moment na przeszłości – zbadajmy to, co się zmieniło, a także, jakie aspekty naszej walki pozostały takie same.
Opowiedzmy sobie historię, która z samej swej natury nie mogła być szeroko znana. Osoby wykraczające poza ramy płci, podobnie jak osoby o różnorodnej seksualności, istnieją, odkąd tylko istnieje ludzkość. Nasza historia jest jednak fragmentaryczna, pisana na marginesach i, szczególnie w naszej sferze kulturowej, naznaczona kryminalizacją. Przez to rzadko kiedy mieliśmy szansę na wysłuchanie bezpośrednich głosów samych osób nienormatywnych płciowo żyjących w przeszłości, opowiadających o sobie swobodnie. Ich życia były przefiltrowywane przez organy nadzoru i kary: sądy, policję, lekarzy, a w przypadku osób z innych kręgów kulturowych, które często żyły akceptowane w swoich społecznościach – przez zachodnich badaczy, którzy nie traktowali ich w pełni jak ludzi (przejdź do artykułu Fantazje o transpłciowym tubylcu. Rewizje pojęcia „trzecia płeć”).
W tak krótkim tekście nie sposób przedstawić ani nawet zarysować szerzej historii walki osób trans i różnorodnych płciowo, historii wyszarpywania prawa do życia na własnych zasadach i szczęścia – możemy jedynie przedstawić migawki, osobiście dla nas ciekawe.
Republika Weimarska. Lekarz, gej i zwolennik eugeniki (historia nie zawsze jest chlubna!), Magnus Hirschfeld zakłada w Berlinie Instytut Seksuologiczny w celu prowadzenia badań i walki o prawa społeczności, którą dzisiaj określiłybyśmy mianem queerowej. Trans-pacjenci Hirszfelda organizują się wokół Instytutu. Mimo początkowej niechęci lekarza, walczą o swoje prawa, pracują z nim, organizują swoje przestrzenie, piszą do magazynów, mają własne bary, imprezy, życia. W ich życiach i słowach możemy znaleźć echa kwestii (przejdź do artykułu Almost Forgotten Voices: The Transvestite Magazine of Weimar Berlin), o które kłócimy się w społeczności po dziś dzień. Hirschfeld i współpracownicy przepisują pierwsze formy terapii hormonalnej estrogenem, pracują nad operacjami korekty płci.
W 1933 nazistowskie bojówki niszczą Instytut Seksuologiczny. Palą ponad 20 000 książek, artykułów, zdjęć. Ci, którzy mogą – uciekają.
Stany Zjednoczone, początek lat 70. Marsha P. Johnson i Sylvia Rivera, dwie niebiałe street queens, zakładają kolektyw S.T.A.R. Obie brały wcześniej udział w zamieszkach pod barem Stonewall w 1969 roku, uznawanych za punkt zwrotny w aktywizmie ruchu LGBTQ+. W ramach S.T.A.R., wraz z innymi transkami, wspierały bezdomne trans dzieciaki, organizowały dla nich schronienie i pomoc. Angażowały się też w działania na rzecz praw kobiet, osób migranckich oraz gejów i lesbijek.
Tworzą swój manifest. Zwracają w nim uwagę na problem dyskryminacji osób trans* w szerszym społeczeństwie, jak i wewnątrz środowiska LGBTQ. Żądają m.in. prawa do korekty płci w dokumentach, pełnej kontroli nad środkami tranzycji medycznej (przejdź do artykułu Tranzycja na żądanie, czyli model świadomej zgody), końca przemocy dokonywanej przez lekarzy i psychiatrów, którzy zmuszają wszystkich do przejścia przez de facto terapię konwersyjną, nim zdecydują, kto będzie mieć do niej dostęp, na podstawie przede wszystkim własnych uprzedzeń (dotyczących m.in. rasy, wyglądu, orientacji). Opowiadają się przeciwko policji i więzieniom, pragną świata, w którym każda zmarginalizowana osoba będzie miała dostęp do darmowej edukacji, opieki zdrowotnej, jedzenia czy mieszkania i będzie cieszyła się pełnymi prawami w społeczeństwie. Po kilku latach organizacja rozpada się, nie osiągając żadnego z celów manifestu. Jej członkinie walczą nadal – aż do swoich często tragicznych i przedwczesnych śmierci.
Te dwie migawki dają nam jedynie niewielki urywek w spektrum historycznych trans-żyć, biografii tak obfitych, że nierzadko można by obdzielić nimi kilka osób. Opresja, przemoc zmuszała nas i zmusza do tego poziomu intensywności. Nie możemy znać wszystkich osób, które odkrywały siebie samotnie, walczyły o przeżycie i pomagały innym. Zawdzięczamy im wszystko, a ich historie, choć uznane za niegodne zapisu, powtarzały się pokolenie za pokoleniem.
W stronę transfeministycznej utopii
Ale w pewnym momencie, kolektywnie, będą odkrywały, że mężczyźni będą to wszystko ciągnąć tak długo jak one same. Mogą próbować grać męskimi kategoriami, by neutralizować męskie bronie. Odkrywają, głęboko w środku, że nie będą wolne, aż ten cały taniec nie zostanie zatrzymany.
Larry Mitchell, The faggots & their friends between revolutions
(przejdź do manifestu)
Czym właściwie jest utopia?
Utopia jest odpowiedzią na napięcie (przejdź do eseju Anarchistyczne napięcie), jakie czujemy w starciu z rzeczywistością, marzeniem, które płynie z głębokiej niezgody na to, jak wygląda świat. Utopia z samej swej natury pozostaje nieosiągalna. Niczemu to nie szkodzi – napięcie nie musi kończyć się realizacją. Wielu z nas czuje potrzebę dążenia do swego rodzaju ideału, utopii, by dalsze życie i działanie było w ogóle możliwe.
Transfeministyczna utopia jest kolcem w boku innych utopii. Ze swej natury marzenia o utopii zazwyczaj idą w stronę jednorodności, spójności. Wprowadzenie do tych marzeń czynnika trans wprowadza tarcie. Dlaczego? Transpłciowość, nie z wyboru samych osób trans, w obecnym dyskursie i wyobraźni powszechnej w dużej mierze opiera się na negacji – negacji własnego ciała, określonych aspektów siebie, budowaniu (nowego siebie, nowego ciała) poprzez wymazywanie (przeszłości, uczuć i cech nieprzystających do „nowej” płci). Transfeministyczna utopia musi być zatem zbudowana na serii paradoksów, różnic pomiędzy płciami, pomiędzy sposobami, na jakie możemy prowadzić nasze życia, które nie byłyby, jak obecnie, postrzegane negatywnie, lecz miały szansę na rozwinięcie się. Jak mogłybyśmy funkcjonować bez lęku? W poczuciu bezpieczeństwa i swobody?
Marzenie o świecie, w którym płeć istnieje, ale nie ma znaczenia. W którym znaczenia, które widzimy obecnie, patrząc na „mężczyzn” i „kobiety”, kompletnie zniknęły, ale mimo to kobiety, mężczyźni (i wszyscy inni wymykający się z tych ram!) istnieją. W którym jesteśmy wreszcie ze swoim ciałem, dokładnie takim, jakie jest – i możemy je kontrolować, tak jak tylko chcemy, jeżeli tylko sobie tego życzymy. W którym nie wisi nad nami presja, przemoc, w którym rozpoznajemy potrzebę redukcji własnego cierpienia, ale nie rządzą już jakiekolwiek opresyjne trendy, które chcą byśmy tkwiły w ciągłym niezadowoleniu z samych siebie. W którym możemy być połączone ze sobą niczym grzybnia, w ciągłej nauce i w ciągłym wzajemnym polepszaniu.
Czy jest to zbyt radykalne? Abstrakcyjne? Moim celem jest wywołanie uczucia, które możemy w sobie przytrzymać i przemyśleć. Mam nadzieję, że dzięki temu tekstowi wraz z ze mną czujecie napięcie – marzenie – i wolę działania.
Do zobaczenia na wszystkich naszych przecięciach, z miłością do wszystkiego, co nas różni.
Silne kobiety powiedziały pedałom, że istnieją dwie ważne rzeczy, o których należy pamiętać w kontekście nadchodzących rewolucji. Pierwsza: skopią nam dupy. Druga: wygramy.
Larry Mitchell, The faggots & their friends between revolutions
Post scriptum: kim my właściwie jesteśmy? Polska feministyczna genealogia nowego ruchu trans*
Osoba pisząca ten artykuł od 4 lat współtworzy inicjatywę tranzycja.pl (przejdź do strony tranzycja.pl), największą polską bazę wiedzy o tranzycji i transpłciowości. Poza zapewnianiem niezbędnej wiedzy (medycznej, prawniczej) społeczności, zajmujemy się walką z terapeutami konwersyjnymi(3), naprostowywaniem(4) fałszywych informacji dot. transpłciowości w mediach głównego nurtu(5) oraz propagowaniem(6) trans myślicielek(7) i filozofek(8). Współinicjowałyśmy koalicję, która tworzy nowy projekt ustawy o korekcie płci w dokumentach.
Naszą motywacją do rozpoczęcia radykalniejszych działań było tzw. lato Stop Bzdurom, anarchoqueerowego kolektywu edukacyjnego i zajmującego się akcjami bezpośrednimi. Współzałożycielka grupy, Małgorzata „Margot” Szutowicz, została zaaresztowana wraz z 48 innymi osobami 7 sierpnia 2020, w trakcie wydarzeń Tęczowej Nocy. To, co nastąpiło dalej, było dla nas wszystkich w środowisku wydarzeniem formacyjnym. Niespotykany stopień mobilizacji sprawił, że ścieżki masy aktywistek przecięły się po raz pierwszy. Powstałyśmy my, podobnie jak inne grantobiorczynie Funduszu Feministycznego, nasze współspiskowczynie i towarzyszki – możemy wymienić tu: Kolektyw Szpila(9), Fundusz Solidarnościowy im. Milo Mazurkiewicz(10) czy Grupę Nieustającej Pomocy(11).