O co chodzi feministkom? Dlaczego potrzebujemy feminizmu dla 99%
Małgorzata Leszko
W czasach, gdy pop-feminizm stał się towarem i elementem marki osobistej influencerek, potrzebujemy odzyskać feminizm jako bunt wobec niesprawiedliwości i praktykę solidarności. Feminizm, który zamiast walczyć o zniesienie szklanego sufitu w korporacjach, walczy o dach nad głową dla każdej osoby. Dlatego odwołujemy się do hasła „feminizm dla 99%”. W tym tekście piszemy, dlaczego wciąż potrzebujemy feminizmu, a przede wszystkim – jakiego.
Feminizm dla 99% to troska zamiast wyzysku
Hasło „feminizm dla 99%” pojawiło się w 2017 roku w odpowiedzi na falę strajków kobiet na całym świecie. Jego założenia sformułowały, m.in. Nancy Fraser i Tithi Bhattacharya w głośnym manifeście Feminism for the 99%(1).
Dlaczego 99%? Bo jeśli feminizm ma zmienić świat, to jego ikonami nie mogą być Taylor Swift, Kylie Jenner ani żadna inna girlboss. Gdy „kobiety sukcesu” przedstawiają swoje osiągnięcia wyłącznie jako efekt ambicji i ciężkiej pracy w seksistowskim otoczeniu, pomijają dwie sprawy:
- Taki sukces możliwy jest dzięki przywilejom – korepetycjom, mieszkaniu po babci, wsparciu bliskich czy wpisaniu się w kanony piękna na Instagramie. To, co nazywamy przywilejem, to nic innego, jak różne formy kapitału, które – o ile się je posiada – można przekształcać w pieniądze. Dlatego bieda to nie „stan umysłu”, lecz realne warunki życia, które wpływają na dalsze doświadczenia i możliwości.
- Lista postulatów feministycznych musi wykraczać poza parytety, walkę z luką płacową, wspieranie kobiecej przedsiębiorczości. Bo sprowadzają one cele ruchu feministycznego do zrównania statusu kobiet z tym, którym cieszą się bogaci mężczyźni. Status ten nigdy nie będzie dostępny dla wszystkich w kapitalizmie – bieda jest bowiem znormalizowanym efektem ubocznym tego systemu.
Feminizm w duchu girlboss, choć może wspierać pojedyncze osoby, nie kwestionuje logiki kapitalizmu opartego na wyzysku, a jedynie oferuje kobietom lepsze miejsce w świecie pełnym wykluczeń. Dlatego feminizm musi być socjalny.
Niewidzialna praca kobiet trzyma świat przy życiu
Socjalny feminizm to nurt, który dostrzega, że kobiety wykonują ogrom nieopłacanej pracy związanej z podtrzymywaniem życia(2). Rodzą i wychowują dzieci, opiekują się osobami chorymi, dają bliskim wsparcie emocjonalne. To dzięki temu, co nazwano pracą reprodukcyjną, kręcą się tryby machiny kapitalizmu.
Do pracy reprodukcyjnej, poza zajmowaniem się rodziną i domem, należy również niskopłatna, sfeminizowana praca opiekuńcza. Wykonują ją pielęgniarki i salowe, osoby sprzątające, kucharki, nauczycielki, opiekunki. Wreszcie: jak wynika z raportu Jest opresja – jest opór (przejdź do raportu), wykonują ją także same aktywistki feministyczne, zapełniając luki w usługach, z których wycofuje się państwo. Bez wydawanych przez kobiety posiłków, zmienianych opatrunków, bez tego wszystkiego, co nazywamy ekonomią troski, nie byłoby całych społeczności. Praca reprodukcyjna jest fundamentem ich istnienia.
Dlatego, wbrew propagandzie prawicy, feminizm dla 99% jest za życiem. Walczy o:
- sprawiedliwy podział środków, by działały żłobki, przedszkola, szpitale, transport publiczny – to, co jest niezbędne do życia i co niweluje społeczne nierówności;
- sprawiedliwe warunki pracy: dla położnych, ekspedientek, kelnerek i innych osób bez względu na płeć, bo wyzysk jest zaprzeczeniem feministycznych wartości.
Mit wspólnej opresji kobiet
Nie ma czegoś takiego, jak walka o jedną sprawę, ponieważ nasze życia nie są kształtowane przez tylko jedną sprawę.(3) – Audre Lorde
Często słyszymy: „jako kobiety wszystkie doświadczamy tego samego – przemocy i seksizmu”. To próba budowania jedności wobec patriarchatu, którą bell hooks nazwała mitem wspólnej opresji. Teoria ta jest fałszywa u podstaw.
Nie ma jednego sposobu, w jaki doświadczamy patriarchatu. Feminizm w jego zachodnim rozumieniu zrodził się wśród białych, zamożnych kobiet: to one zasilały szeregi emancypantek i definiowały listę postulatów ruchu kobiecego. Z tego powodu za flagowe postulaty ruchu uznawano te, które odzwierciedlały potrzeby kobiet spoza klasy robotniczej: prawo do wyższej edukacji, rozwodu, prawo głosu.
Do dziś walki, które postrzega się jako feministyczne, dotyczą przede wszystkich tematów istotnych dla kobiet z klasy średniej: aborcja i antykoncepcja, edukacja seksualna, sprzeciw wobec molestowania (#metoo), stereotypy związane z płcią. Oczywiście, tematy te są ważne. Oczywiście, dotyczą one także innych kobiet – oraz osób niebinarnych, transpłciowych, queerowych (a często też mężczyzn). A jednak nawet pozornie wspólne kwestie, jak aborcja, nie są płaszczyzną wspólnego doświadczenia.
Różne oblicza jednej walki: aborcja
W przychodni AboTAK, prowadzonej przez Aborcyjny Dream Team, szczególnie często pojawiają się osoby bez polskiego obywatelstwa oraz młode kobiety. To one napotykają najwięcej barier w dostępie do aborcji. Podczas gdy dla wielu osób przerwanie ciąży przez zamówienie tabletek z Women Help Women jest proste i dostępne, dla innych jest źródłem stresu lub trudności. Może tak być, gdy:
- nie znasz polskiego i nie wiesz, czy źródło tabletek na pewno jest bezpieczne;
- nie mieszkasz sama i boisz się, że ktoś dowie się o aborcji, jeśli zrobisz ją w mieszkaniu;
- nie masz ubezpieczenia zdrowotnego i obawiasz się, że w razie komplikacji trafisz do szpitala, za który będziesz musiała zapłacić.
Idea wspólnej opresji zniekształca postulaty feministyczne, spychając na margines doświadczenia wynikające z innych tożsamości: sprawności, pochodzenia, sytuacji ekonomicznej, miejsca zamieszkania itp. Życia kobiet nie kształtuje wyłącznie ich płeć – często dużo ważniejsze okazują się inne aspekty tożsamości.
Towarzyszki w walce, a nie zbawczynie uciśnionych: dekolonialny feminizm
Nie da się mówić o różnicach i solidarności między kobietami bez uwzględnienia feminizmu dekolonialnego(4), który:
- krytykuje feminizm za przyzwolenie na kolonialne podporządkowanie krajów Globalnego Południa, a nawet poparcie rasistowskiej przemocy;
- zwraca uwagę, że wizja kobiecej wolności „eksportowana” siłą do krajów Globalnego Południa – wraz z Coca-Colą i liberalną demokracją – jest oparta na zachodnich wartościach i wyobrażeniach o płci;
- zauważa, że wiele białych feministek ma poczucie „cywilizacyjnej wyższości”: traktuje walkę o prawa kobiet w krajach Globalnego Południa jako swoją misję cywilizacyjną(5); widzi kobiety z krajów skolonizowanych jako bezwolne ofiary patriarchalnych kultur, które potrzebującą pomocy Zachodu.
Dekolonialny feminizm stawia w centrum perspektywy kobiet większości świata i jest nierozłącznie związany z antyrasizmem i antykapitalizmem.
Czy dekolonialny feminizm potrzebny jest w Polsce?
Mówiąc krótko: tak. Nie tylko dlatego, że żyjemy w świecie globalnych współzależności, ale także dlatego, że kolonialne schematy myślenia obecne są w kraju nad Wisłą na co dzień.
Myślenie kolonialne to przekonanie o cywilizacyjnej wyższości wobec całych grup społecznych, zgoda na przemoc wobec nich i wykluczenie. Widać to w rasistowskiej przemocy wobec osób uchodźczych na granicy polsko-białoruskiej. Od 2021 roku osoby Czarne oraz pochodzące z Azji i Afryki są torturowane przez straż graniczną, pozbawiane wody, jedzenia i opieki medycznej. Na tej granicy prawa człowieka – tak często przywoływane przez demokratyczne państwa – przestają obowiązywać. Szczegółowo opisuje to raport: Mamy tu tylko jedną wojnę: imigrację, ciebie (przejdź do raportu).
Myślenie kolonialne to także protekcjonalne traktowanie społeczności, które postrzega się jako zacofane, mniej ucywilizowane: narzucanie im własnych definicji wolności, a więc zbawianie na siłę. Czyż to, jak traktuje się kobiety pochodzące ze społeczności romskiej i muzułmanki noszące hidżab, nie jest naznaczone tą samą kolonialną logiką?
Trudno o bardziej oczywisty przykład kolonialnego myślenia niż sposób, w jaki w Polsce mówi się o mieszkańcach i mieszkankach wsi. Tomasz Rakowski zauważa, że po 1989 roku, w okresie modernizacji i wejścia do Unii Europejskiej, w debacie publicznej dominował ton wyższości i przekonanie o „zacofaniu wsi” – materialnym i mentalnym(6). Klasa średnia budowała swoją europejską, oświeconą tożsamość w opozycji do wymyślonego „człowieka ze wsi”: niewykształconego, dzikiego, niechętnego nowoczesności, demokracji i prawom kobiet. Dlatego jednym z zadań dekolonialnego feminizmu w Polsce jest stawianie w centrum głosów kobiet pochodzących z terenów wiejskich. Jak pokazuje badanie Funduszu Feministycznego Mieszkanki wsi w działaniu – lokalne rewolucje (przejdź do raportu), aktywistki na wsi dobrze wiedzą, jak walczyć o swoją pozycję w patriarchalnym krajobrazie wsi, choć wybierają często strategie odmienne od tych popularnych w dużych miastach. Dekolonialne podejście oznacza uznanie, że osoby są ekspertkami w kwestiach własnego życia.
Feminizm to nie jedność, tylko solidarność w praktyce
Jeśli chcemy prawdziwego wyzwolenia, musimy działać nie „dla wszystkich kobiet”, lecz RAZEM z różnymi kobietami i osobami. Ideę politycznej solidarności rozwija bell hooks w eseju o siostrzeństwie:
Nie musimy doświadczać tej samej opresji, by wspólnie i z równą siłą walczyć o jej zakończenie. Nie potrzebujemy wrogości wobec mężczyzn, by tworzyć więź – tak wielkie jest bogactwo doświadczeń, kultur i idei, które możemy ze sobą dzielić. Możemy być siostrami zjednoczonymi przez wspólne wartości i przekonania, przez uznanie dla różnorodności oraz przez wspólną walkę o zniesienie seksistowskiej opresji – zjednoczonymi w politycznej solidarności(7).
Dlatego idziemy razem: po wyższe zasiłki dla mam osób z niepełnosprawnościami i po tranzycję na żądanie. Po aborcję nie tylko legalną, ale i bezpłatną. Po autonomię cielesną dla każdej osoby, niezależnie od tego, czy oznacza to spódniczkę mini, czy hidżab na głowie. Po zatrzymanie przemocy na granicy polsko-białoruskiej wobec osób w drodze. Po destygmatyzację pracy seksualnej. Po świat wolny od przemocy wobec wszystkich ludzi, zwierząt i Ziemi. Solidarnie.
Małgorzata Leszko –członkini zespołu Funduszu Feministycznego, trenerka, działaczka społeczna.
1 Arruzza, C., Bhattacharya, T., Fraser, N. (2019). Feminism for the 99%: A manifesto. Verso Books. Autorki czerpią z dziedzictwa Czarnego feminizmu, myśli antykapitalistycznej i lewicowej, a także feminizmu intersekcjonalnego.
2 Teoria, która to opisuje, nazywana jest teorią społecznej reprodukcji i wywodzi się z feminizmu marksistowskiego, z prac takich autorek, jak Lise Vogel czy Silvia Federici, publikowanych w latach 70. i 80. Teorię tę rozwinęła także Tithi Bhattacharya: Bhattacharya, T. (2017). What is social reproduction theory? Marxismo Crítico, online; https://marxismocritico.com/2017/10/17/what-is-social-reproduction-theory/.
3 Lorde, A. (1982). Learning from the 60s. BlackPast.org, online; https://blackpast.org/african-american-history/1982-audre-lorde-learning-60s/.
4 Odwołuję się do pojęcia „feminizmu dekolonialnego” w ujęciu Maríi Lugones i Françoise Vergès.
5 Vergès, F. (2019/2024). Feminizm dekolonialny. Tłum. U. Kropiwiec. Współbycie.
6 Rakowski, T. (2013). Potomkowie chłopów – wolni od kultury. „Miesięcznik Znak” (692), online; https://www.miesiecznik.znak.com.pl/6922013tomasz-rakowskipotomkowie-chlopow-wolni-od-kultury/.
7 hooks, b. (1986). Sisterhood: Political Solidarity Between Women. „Feminist Review”, 23, https://doi.org/10.1057/fr.1986.25.