Nie rozbierzesz domu pana jego narzędziami: feminizm globalnej większości, Czarny i dekolonialny
Anna Dzierzgowska
Siostrzeństwa nie ma. Jak mogłoby istnieć, skoro biała supremacja zadbała, żeby Białą Kobiecość tak starannie odróżnić od reszty z nas? […]. Tak, białe kobiety wciąż mają o co walczyć, ale weź pod uwagę, że każdą jedną przeszkodę na ich drodze umieścili ich ludzie, białe społeczeństwo. Tymczasem kobiety nie-białe nie tylko muszą zmagać się z białym patriarchatem i z patriarchatem we własnej kulturze, muszą też stawiać czoła kolonializmowi, neokolonializmowi, imperializmowi i innym formom rasizmu. Zważywszy, że białe kobiety nigdy nie musiały mierzyć się z rasowym i kolonialnym uciskiem, nie zaskakuje – choć z pewnością smuci – to, że tak wiele z nich wciąż uważa, że feminizm to ruch zajmujący się wyłącznie płcią, i zostawia kobiety nie-białe, zmuszone wciąż próbować zwracać uwagę na to, w jaki sposób różne formy ucisku wpływają na nasze życie. Dopóki białe kobiety nie zaczną się z tym liczyć, głównonurtowy zachodni feminizm będzie zaledwie kolejnym wariantem białej supremacji. – Ruby Hamad, White Tears/ Brown Scars
Często od kobiet, zwłaszcza stojących na początku feministycznej drogi, można usłyszeć, że każda kobieta ma prawo do swojego rozumienia feminizmu. Jednocześnie nierzadko te same kobiety narzekają na podziały i spory w feminizmie – bo przecież ostatecznie wszystkim nam chodzi o to samo, czy nie?
Nie do końca. Z perspektywy wielu nurtów Czarnego i dekolonialnego feminizmu ani jedno, ani drugie stwierdzenie nie jest całkiem słuszne. To, jak rozumiemy feminizm, może wynikać z tego, kim jesteśmy oprócz tego, że kobietami: na przykład, czy jesteśmy cis, czy trans, do jakiej klasy społecznej należymy, czy jesteśmy z globalnego Południa, czy z globalnej Północy, czy należymy do „białych” feministek, czy też do tych, które na co dzień doświadczają rasizmu. I nie chodzi o „prawo” do tego, żeby swój feminizm rozumieć tak, jak która z nas chce, tylko o dostrzeżenie, że mówimy z różnych miejsc, mamy rozbieżne interesy, różne przywileje – że między kobietami istnieją realne podziały, z których wiele wynika z kolonialnej historii i nie do końca zdekolonizowanej teraźniejszości. Bo tylko, kiedy usłyszymy, przemyślimy i przetrawimy te często niezbyt miłe rzeczy, które o tych podziałach mówią Czarne i dekolonialne feministki, prawdziwa solidarność, być może, stanie się możliwa.
Feministko, kto u ciebie sprząta?
Jedną z pierwszych kwestii, w których feministki Czarne i dekolonialne weszły w spór z białymi, była kwestia pracy. W klasycznej (białej i mieszczańskiej) opowieści o narodzinach ruchu kobiecego, kobiety od XIX wieku walczyły o prawa wyborcze, a także o prawo do wyjścia z domu i podjęcia płatnej pracy. Nowe historie feminizmu, pisane przez Czarne i dekolonialne feministki, podkreślają, że w tym samym czasie Czarne zniewolone kobiety pracowały, na przykład na polach bawełny, tak samo ciężko i dokładnie w takich samych okrutnych warunkach jak mężczyźni. Pracowały też białe kobiety z klasy robotniczej. Jednym i drugim warunki ich życia i pracy często odbierały szansę między innymi na pełne doświadczenie macierzyństwa. W Sao Paulo stanął w latach 50. XX wieku pomnik Czarnej Matki, karmiącej swoje dzieci – ma on przypominać między innymi o losie wielu Czarnych kobiet, które przymuszano, by zostawały mamkami dzieci białych państwa, kosztem karmienia własnych.
Kobiety pracowały także w domach – cudzych. Za darmo w czasach niewolnictwa, za byle jakie pieniądze po jego zniesieniu. Po dziś dzień wiele kobiet z klasy średniej korzysta z tego, że inne kobiety, często migrantki i/lub kobiety urasowione, sprzątają ich domy i opiekują się ich dziećmi. „Sprzątanie świata – miliardy kobiet podejmują się tego dzień w dzień, niezmordowanie”, pisze Françoise Vergès w książce Feminizm dekolonialny (przeł. Urszula Kropiwiec). Czy nasze siostrzeństwo obejmuje choćby ich walkę o godne warunki pracy?
Pożegnajmy Białą Zbawczynię
Biały feminizm często deklaratywnie chętnie pomógłby kobietom należącym do globalnej większości, a jednocześnie często nie dostrzega, albo nie potrafi uwzględnić, dekolonialnej walki. Na przykład tej w Palestynie. Jak pisze Fundusz Feministyczny w swoich mediach społecznościowych (przejdź do posta na profilu Funduszu Feministycznego): „Od miesięcy – a szczególnie w ostatnich dniach – obserwujemy w przestrzeni publicznej falę komentarzy, które definiują, czym jest «prawdziwy feminizm» w kontekście Palestyny. Niektóre z nich – podszyte kolonialnym tonem – sugerują, że solidarność z Palestynkami jest naiwnością, a poparcie dla palestyńskiego prawa do samostanowienia to przyzwolenie na patriarchat”. Ten kolonialny ton to wchodzenie w rolę „Białej Zbawczyni”: kobiety z Zachodu/ globalnej Północy, która lepiej wie, czego potrzebują kobiety nie-białe. Protekcjonalizm Białych Zbawczyń wynika wprost z typowego dla kolonialnej mentalności przekonania, że nie-Europejczycy i nie-Europejki są mniej oświeceni, mniej zdolni do racjonalnej oceny własnej sytuacji.
„Największą przemocą, jakiej zaznałam ze strony białego feminizmu, jest to, że nigdy mnie nie wysłuchał, nigdy nie wysłucha tego, co masz do powiedzenia, gdy jesteś czarna, gdy jesteś trans, migrantką, dziwką, osobą niezachodniocentryczną itd. Wszystko ci wyjaśnią, autorytatywnie zadecydują, kim jesteśmy, zaprzeczą twojej sprawczości, twojej autonomii, twojej zdolności do myślenia, widzenia siebie, przekształcania się, stawania się…”, pisze Mikaelah Drullard, Czarna trans aktywistka, pochodząca z Dominikany (jeden z jej tekstów ukazał się w Gazecie Manifowej z 2023 roku, w przekładzie Sławomira Królaka; przejdź do artykułu).
Biała Zbawczyni jest nie tylko irytująco protekcjonalna, może także stać się niebezpieczna. Kolonializm ma długą tradycję wykorzystywania argumentu, że trzeba „ratować” Czarne i Brązowe kobiety przed ich własnymi mężczyznami, a ten „ratunek” wymaga najechania, zrabowania i zniszczenia ziemi, którą te kobiety i ci mężczyźni zamieszkują. Dziś Palestyna jest tego kolejnym przykładem.
Tymczasem jedna z najważniejszych żyjących Czarnych i dekolonialnych feministek, Angela Davis, niegdyś działaczka Czarnych Panter, komunistka, orędowniczka zniesienia więzień i definansowania policji, cytuje June Jordan, Czarną poetkę, i powtarza: „Palestyna jest papierkiem lakmusowym, sprawdzianem moralności świata” (przejdź do materiału: 1 i 2). I wiąże sytuację Palestynek i Palestyńczyków, walczących z kolonializmem i okupacją, z innymi, niedawnymi oraz obecnymi ruchami antyrasistowskimi i antykolonialnymi: z ruchem Black Lives Matter, z walką przeciwko apartheidowi w RPA, z sytuacją w Sudanie czy Haiti. Angela Davis nie mówi z pozycji zbawczyni. Mówi jako osoba, która doświadcza rasizmu i walczy z nim przez całe życie, i która solidaryzuje się z antyrasistowskimi, antykolonialnymi i antykapitalistycznymi bojowniczkami i bojownikami na całym świecie.
Istnieje świat poza USA
W podcaście Femfundu Kobiety, rasa i klasa and Wisłą, czyli antyrasizm po polsku (przejdź do podcastu) rozmówczynie podkreślają między innymi, że cała „oficjalna” historia feminizmu, ta, która zaczyna się mniej więcej od europejskiego oświecenia i w której występuje podział na kolejne „fale”, jest historią feminizmu białego, Zachodnio/Północnego, i w znacznej mierze – feminizmu kobiet z klasy średniej. Nie wystarczy uzupełnić jej o inne historie, wymaga przepisania w całości od nowa. W taki sposób, żeby w tej nowej historii nazwane zostało uwikłanie białych kobiet z klasy średniej w kolonializm, niewolnictwo i rasizm. A przede wszystkim w taki sposób, który przywróci sprawczość i głos kobietom należącym do globalnej większości, pokaże je nie tylko jako ofiary, ale przede wszystkim jako osoby działające, myślące i czujące.
Kiedy próbujemy to robić, często, jak podkreślają rozmówczynie w podcaście, wpadamy w kolejną pułapkę: najłatwiej nam dotrzeć do głosów Czarnych feministek ze Stanów Zjednoczonych, z Wielkiej Brytanii, ze świata anglojęzycznego. Umykają nam nawet takie oczywistości, jak to, że Południe Stanów Zjednoczonych nie było największym odbiorcą osób zniewolonych – najwięcej ich wyzyskiwano na Karaibach i w Brazylii. Cały kontynent afrykański w ogóle znika nam z naszego myślowego radaru. Nie znamy jego historii sprzed pojawienia się kolonizatorów, a więc tym bardziej nie znamy historii afrykańskich kobiet i różnych sposobów rozumienia ról płciowych czy seksualności. Umykają nam kobiety rdzenne, dla których kolonializm często bynajmniej się nie skończył, bo kraje, w których mieszkają, nadal traktują je jak obywatelki drugiej kategorii.
Tymczasem feministki Czarne i dekolonialne piszą nową historię feminizmu i niekoniecznie robią to po angielsku. Mikaelah Drullard używa hiszpańskiego i podkreśla przy okazji, że „błędy językowe, moja składnia, gramatyka, nieopanowanie przeze mnie języka pań i panów mówi o czarnym, trans i dominikańskim ciele, w którym przyszło mi żyć, a błędy pisowni popełnione w języku Kolumba to element dekolonialnego działania politycznego” („Gazeta Manifowa”, 2023). Mikaelah Drullard jest jedną z tych Czarnych aktywistek i myślicielek, dla których jest oczywiste, że heteronorma – a więc także homofobia i transfobia – również jest produktem kolonialnego porządku. Nie tylko dlatego, że (co też jest przedmiotem Czarnej i dekolonialnej feministycznej refleksji) w wielu kulturach świata przed kolonializmem męskość, kobiecość i seksualność określano i rozumiano na różne sposoby, bynajmniej nie sprowadzające się do „dwie płcie i seks tylko po ślubie”. Także dlatego, że, podobnie jak wiele innych myślicielek dekolonialnych, Mikaelah Drullard widzi w takim, a nie innym uporządkowaniu przez kolonializm i kapitalizm ludzkiej płciowości jedno z narzędzi panowania. „Sztywność płci – pisze – została wytworzona po to, by ustabilizować ciała w systemie, który potrzebuje jasno zdefiniowanych kategorii, aby funkcjonować; bez wyraźnie określonych ciał i bez kolonialnej (rasowej i cispłciowej) władzy i kontroli nie dałoby się jej sprawować. Nie istnieje kapitalizm bez mężczyzn i kobiet. […] Dlatego właśnie maronaż płci, czyli ucieczka od tych kategorii człowieczeństwa, nie jest oznaką różnorodności seksualnej, ale kwestią antyrasistowską i dekolonialną”.
Maronaż, voodoo i rewolucja
Maronaż, o którym wspomina, to jeszcze jeden przykład politycznego odzyskiwania historii antykolonialnego oporu. Na całym obszarze, na którym wykorzystywano pracę niewolniczą, istniało podobne zjawisko: osoby zniewolone uciekały na niedostępne tereny (w góry, na bagna, do lasu Amazońskiego) i zakładały wspólnoty, niekiedy korzystając z pomocy rdzennych mieszkańców. Niektóre z tych wspólnot, na przykład słynne brazylijskie Quilombo dos Palmares, istniały dziesiątki lat i stanowiły alternatywę wobec systemu kolonialnego.
Odzyskiwanie historii to także odzyskiwanie historii antykolonialnych walk. Początkiem XVIII-wiecznej rewolucji na Haiti, w wyniku której zaistniało pierwsze na świecie państwo założone przez osoby, które same wyzwoliły się z niewolnictwa, była nocna ceremonia voodoo (afro-karaibska religia; w warunkach zniewolenia wyznawanie religii i odprawianie rytuałów, które miały przywoływać rodzime, utracone, także było form oporu), współprowadzona przez Cécile Fatiman, Czarną córkę zniewolonej kobiety, kapłankę voodoo, rewolucjonistkę. Od Cécile Fatiman, przez algierskie bojowniczki, po Winnie Mandelę, którą oskarża się o to, że stosowała brutalne metody także wobec swoich, a w której jednocześnie wiele Czarnych feministek widzi bohaterkę, która podtrzymała walkę z apartheidem, aż po współczesne sudańskie aktywistki, które w warunkach ludobójczej wojny domowej stają na czele protestów, organizują oddolne sieci wsparcia, walczą o zmiany w prawie i wspierają przetrwanki przemocy seksualnej – Czarne i dekolonialne aktywistki wciąż wytyczają nowe drogi do wyzwolenia.
Najważniejsze pojęcia:
Kolonializm, dekolonizacja
Kolonializm: polityka podboju obcych terytoriów, przejmowania ziemi, zasobów, dziedzictwa, a także kontroli nad szlakami handlowymi, którą poszczególne państwa europejskie prowadziły od końca XV wieku i która w XIX wieku doprowadziła do politycznej i gospodarczej zależności Azji, Afryki, obu Ameryk i Australii od państw europejskich i USA. Typowe dla polityki kolonialnej jest niszczenie tradycyjnych sposobów gospodarowania lub przekształcanie ich tak, by służyły interesom państw kolonialnych, które często przyjmuje postać ludobójstwa, czystek etnicznych, przymusowych przesiedleń bądź zniewalania rdzennej ludności, przymusowej asymilacji do kultury dominującej, grabieży ziemi i zasobów, niszczenia lub zmieniania środowiska naturalnego, wykorzystywania pracy niewolniczej. Dziś, wraz z rozwojem dekolonialnej historiografii, staje się coraz bardziej oczywiste, że kolonizacja i związana z nią grabież były jednym z czynników, który umożliwił w Europie rozwój kapitalizmu.
W XVI wieku rozpoczął się atlantycki handel osobami zniewolonymi: europejscy handlarze przewozili przez Atlantyk i sprzedawali na targach mężczyzn, kobiety i inne osoby Czarne, porywane w Afryce. W tym samym czasie Europejczycy, aby uzasadnić swoje panowanie, zaczęli urasawiać osoby z terenów, które podbijali i te, które zniewalali.
W XX i XXI wieku w wyniku dekolonizacji na większości dawnych obszarów skolonizowanych powstały politycznie niepodległe państwa. Jak jednak podkreślają między innymi dekolonialne feministki, to za mało, żeby uznać, że dekolonizacja już się w pełni dokonała. Współcześnie pozostałością kolonializmu jest rasizm; kolonializm stanowi także jedno z największych źródeł nierówności:
- globalnych – np. podział na bogatą Północ i ubogie Południe; to, że wiele dawnych kolonii nadal pozostaje gospodarczym zapleczem dawnych lub nowych mocarstw, nie może swobodnie korzystać z własnych zasobów; że dzieła sztuki, stanowiące kulturowe dziedzictwo dawnych kolonii często nadal znajdują się w muzeach dawnych potęg kolonialnych;
- w poszczególnych krajach – np. ludność rdzenna, a także potomkowie i potomkinie ludności zniewolonej są zasadniczo biedniejsi niż potomkowie dawnych kolonizatorów, mają utrudniony dostęp do zasobów, ich prawa nie są przestrzegane – do tego stopnia, że osoby rdzenne i Czarne są na przykład szczególnie narażone na śmierć z rąk policji czy w wyniku pozasądowych zabójstw.
Jak twierdzą Czarne i dekolonialne feministki, kolonializm przez kilka stuleci kształtował gospodarkę i kulturę europejską, a także związane z nią sposoby myślenia (a z uwagi na pozycję Europy, wpływał także na kultury skolonizowane), w tym na przykład wyobrażenia dotyczące białej i nie-białej męskości i kobiecości.
Urasowienie
Współczesna nauka (biologia, antropologia) mówi jasno: nie istnieją „rasy” ludzkie. Ludzie różnią się od siebie na wiele sposobów, niektóre, jak ilość melaniny w skórze, są bardziej widoczne niż inne, takie jak np. grupa krwi. Natomiast w procesie kolonizacji, kiedy kolonizatorzy szukali uzasadnień do tego, by zniewalać całe grupy ludzi, pewnym cechom zaczęto nadawać szczególne znaczenie i, co więcej, twierdzić, że określone cechy fizyczne wiążą się z cechami psychicznymi i intelektualnymi. I tak powstawał rasizm, który, w odróżnieniu od „ras”, jest, niestety, zjawiskiem realnym i mającym konkretne, fatalne skutki. Naznaczanie pewnych grup osób, na podstawie arbitralnie wybranych cech, określane jest w naukach społecznych jako urasawianie tych grup (więcej na ten temat we wspomnianym już podcaście Kobiety, rasa i klasa and Wisłą, czyli antyrasizm po polsku).
Maronaż
Hiszpańskie słowo cimarrón (być może, wywodzące się z rdzennego karaibskiego języka ludów Taino) – „dziki”, „nieoswojony” – zaczęło być w drugiej połowie XVI wieku stosowane wobec osób zniewolonych, rdzennych i pochodzących z Afryki, które uciekały z niewoli i często zakładały własne, niepodległe osady i wspólnoty. Po polsku używa się na określenie tego zjawiska zbiegostwa i buntu słowa „maronaż” (od francuskiej wersji tego pojęcia).
Globalna większość
Parasolowe określenie opisujące osoby pochodzące z Afryki, Azji, rdzenne i latynoskie, używane zamiast określeń odwołujących się do urasawiających wyobrażeń.
Anna Dzierzgowska – nauczycielka historii, działaczka feministyczna, propalestyńska, związana z kolektywem Porozumienie Feministyczne 8 Marca.
DO POCZYTANIA, POSŁUCHANIA, OBEJRZENIA:
- Podcast „Słowo na F”, odcinek Kobiety, rasa i klasa and Wisłą, czyli antyrasizm po polsku (sezon 1, odcinek 10); https://femfund.pl/podcast/
- Angela Davis – Kobiety, rasa, klasa (2022), przeł. D. Żukowski
- Mikaelah Drullard – Dlaczego obchody Dnia Kobiet nie są bezpieczną przestrzenią dla nas-trans. Doświadczenia czarnej trans kobiety z marszów feministycznych 07.03.2023, przeł. S Królak, „Gazeta Manifowa”; https://manifa.org/wp-content/uploads/2023/10/gazeta_manifowa_2023_a4.pdf
- Profil Mikaelah Drullard na Instagramie; https://www.instagram.com/mikaelahdrullard/
- Reni Eddo-Lodge – Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry (2018), przeł. A. Sak
- Ruby Hamad – White Tears/Brown Scars: How White Feminism Betrays Women of Colour (2019)
- Niswiyya – feminizm arabski, projekt dr Karoliny Rak; Facebook: https://www.facebook.com/p/Niswiyya-Feminizm-arabski-100064677278507/, Instagram: https://www.instagram.com/niswiyya/
- Audre Lorde – Siostra outsiderka. Eseje i przemówienia (2015), przeł. B. Szelewa
- „Reorient”. Podcast Ewy Górskiej, na przykład odcinek 54. Okupowana Sahara Zachodnia (gościni: Lena Khalid); https://www.reorient.pl/podcast/54-sahara-zachodnia
- Françoise Vergès – Feminizm dekolonialny (2024), przeł. U. Kropiwiec