Pomiń nawigację Przejdź do sekcji stopka"
Logo Funduszu Feministycznego
Fundusz Feministyczny

Nie o nas, ale z nami. Czy mężczyźni mogą być dobrymi feministami?

Jędrzej Dudkiewicz

Czy mężczyźni w ogóle muszą nazywać się feministami? Czy na jakimś poziomie nie jest to pewnego rodzaju zawłaszczenie przestrzeni? A może jednak warto zachęcać mężczyzn do takich deklaracji, pod warunkiem, że idą za nimi czyny?

Uwagę o zawłaszczeniu usłyszałem kiedyś od przyjaciółki, sceptycznie nastawionej do tego, by mężczyźni nazywali się feministami. Później rozmawiałem jednak na ten temat z kilkoma kobietami, według których mężczyźni powinni śmielej korzystać z tego określenia. Chociażby ze względu na to, by identyfikacja z feminizmem normalizowała się – do tego jest to jasny sygnał, że możemy wspólnie walczyć o równość.

Bo tym przecież feminizm jest – walką o równość i sprawiedliwość społeczną. Mężczyźni przekonani, że kobietom chodzi o przejęcie władzy nad światem i opresję skierowaną przeciwko nim, powinni jak najszybciej zrewidować ten pogląd. Tym bardziej, że jeśli postulaty feminizmu zostałyby wprowadzone w życie na większą skalę, mężczyźni również odnieśliby korzyści: nie musieliby na przykład wciąż udawać, że są twardzi i silni, łatwiej rozmawialiby o emocjach, chętniej sięgali po wsparcie. Wszyscy żylibyśmy w bezpieczniejszym i lepszym świecie.

Czy bycie feministą jest proste?

Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie powinna być prosta. Ale, czy chcemy, czy nie, dorastamy i żyjemy w kulturze patriarchalnej. Mamy w sobie – wszyscy – liczne przekonania i stereotypy, od których nie jest łatwo się uwolnić. Nawet więc jeżeli uznamy, że pierwsza zasada dobrego feministy, czyli słuchanie kobiet, powinna być czymś prostym, bywa zupełnie inaczej. Wciąż często jesteśmy wychowywani – w domu, szkole i przestrzeni publicznej – w taki sposób, że mężczyzna ma być pewny siebie, głośny, narzucający narrację. Jeżeli świat, raz za razem, to potwierdza, może być trudno uznać, że czasem zwyczajnie nie tylko trzeba się zamknąć, ale też uznać, że można nie mieć racji. To praca, którą musi wykonać nad sobą mężczyzna. Co więcej, jest to niekończąca się praca, bo warto stale „ewaluować” swoje podejście. I to może nie być komfortowe – konfrontowanie się ze swoimi mocno zinternalizowanymi przekonaniami czy odruchami.

Drugą szalenie istotną i absolutnie konieczną sprawą w tym kontekście jest – z braku lepszego określenia – niebycie dupkiem. Wiąże się to między innymi z:

 

  • rozumieniem granic i słowa „nie”, które należy szanować zawsze i niezależnie od okoliczności
  • niepodważaniem słów i doświadczeń kobiet,
  • nieopowiadaniem seksistowskich „żartów”,
  • reagowaniem, kiedy inny mężczyzna – także nam bliski – robi takie rzeczy.

 

To ostatnie jest o tyle ważne, że jeśli mężczyzna nazywa się feministą, ale nie idą za tym czyny, to jest to tylko łatka, którą sobie przyczepia, by poczuć się lepiej lub dostać pochwały. Trzeba to powiedzieć otwarcie – bycie feministą może być kosztowne. Przykładowo grupa znajomych uzna, że jesteś osobą trudną, nieznającą się na „żartach”, a to może prowadzić do trafienia na towarzyską „czarną listę”. Reagowanie jest jednak ważne, bo potencjalnie może być też okazją do rozmowy i zmiany czyichś poglądów.

Wszystkie te zasady, których jest zresztą więcej, mogą być jednak trudne do wdrożenia. W końcu, jeżeli mężczyzna autentycznie zacznie słuchać kobiet i wprowadzać powyższe punkty w życie, może dojść do wniosku, że w przeszłości wiele razy nie zachowywał się w porządku. Uświadomienie sobie tego nie jest niczym przyjemnym.

Pułapka „dobrego mężczyzny”

Jednocześnie jednak, jeżeli mężczyzna zachowuje się tak, jak należy, nie znaczy, że jest bohaterem. Nie wiążą się z tym żadne nagrody ani przywileje. A tym bardziej nie jest to coś, co należy podkreślać, krzycząc „#NotAllMen”, bo chociaż to prawda, to też nikt nie ma wypisane na czole, że jest jednym z tych dobrych. Bycie feministą to codzienna praktyka i realne oddawanie władzy oraz przestrzeni.

To kolejne wyzwanie, bo należy dbać o to, by nie uznać, że wie się lepiej i więcej na temat tego, czego potrzebują kobiety. To paternalistyczne podejście, związane z chęcią „ratowania” kobiet osadzone jest w przekonaniu, że na jakimś poziomie jest się ważniejszym i mądrzejszym. Może się to objawiać dominacją w rozmowie o równości, skupianiem uwagi na sobie, niedopuszczaniem kobiet do głosu. Trzeba zadać sobie proste pytanie – czy sojusznik, który nie potrafi ustąpić miejsca, nadal jest sojusznikiem? Konieczne jest zatem zrozumienie przywileju, powściągnięcie swojego ego, a także reagowanie wtedy… gdy jest się bezpodstawnie chwalonym. Przykładem tego mogą być wciąż obecne zachwyty nad ojcem, który opiekuje się dzieckiem w przestrzeni publicznej. Może warto raczej wyciągnąć z tego wniosek, że skoro spotyka się to z takim aplauzem, to pokazuje wyłącznie, jak wciąż niewielu mężczyzn robi coś tak oczywistego?

Co mężczyźni mogą zrobić dla feminizmu?

Z pewnością są kobiece środowiska, które powiedzą, że nic, bo mężczyźni nie są im do niczego potrzebni. Najprościej będzie chyba więc uznać, że przede wszystkim powinni zacząć od pytania: co można zrobić? I uszanować ewentualną odpowiedź odmowną.

Mężczyźni muszą jednak zaakceptować, że feminizm jest ruchem dla kobiet, o kobietach, ich problemach i wyzwaniach. Męskie wsparcie to przede wszystkim wykonanie pracy nad samym sobą, nad swoim najbliższym otoczeniem. A jeżeli chcecie zrobić coś więcej, to super. Pomysły na działania? Proszę bardzo:

 

  • Czytajcie więcej książek o feminizmie i sprawach kobiet, poszerzajcie swoje horyzonty.
  • Przychodźcie na demonstracje, w trakcie których będziecie słuchać kobiet oraz wspierać je swoją obecnością i krzykiem, bez zawłaszczania przestrzeni.
  • Pomagajcie kobietom w różnych sprawach, zgodnie z ich wolą, nawet jeżeli nie dotyczą was one bezpośrednio.
  • Macie możliwość otworzyć zawodowe drzwi, polecić gdzieś kobietę, zaprosić do współpracy, oddać (np. w mediach) głos? Róbcie to, wystarczy się rozejrzeć dookoła, naprawdę jest mnóstwo niesamowicie kompetentnych ekspertek.
  • Wspierajcie (finansowo) organizacje feministyczne!

 

To tylko przykłady, robić z pewnością można o wiele więcej, ale – ponownie – bez podejścia, pt. „wiem lepiej, czego potrzebują kobiety”. Pytaj, czy i w jaki sposób możesz wesprzeć, a jeżeli usłyszysz w danym momencie, że nic nie jest potrzebne, uszanuj to.

Czy bycie feministą jest potrzebne?

Myślę, że tak. Żyjemy w systemie kapitalistycznym, patriarchalnym, który krzywdzi większość z nas, jednak przede wszystkim kobiety i osoby queer. Obecnie mamy do czynienia z konserwatywną reakcją, która może cofnąć nawet te niewielkie równościowe postępy, które udało się wywalczyć w ostatnich latach. Aby świat stał się lepszym miejscem dla nas wszystkich, musimy walczyć ramię w ramię z grupami, które w największym stopniu doświadczają opresji. To będzie „nagroda” za męskie sojusznictwo. Nie oczekujmy niczego innego. Feministą warto być po prostu, bo jest to właściwa i słuszna postawa. O ile może to wymagać odwagi, stereotypowo męskiej cechy, warto do niej dołożyć empatię, wrażliwość i pokorę. Tylko wtedy można mówić o dobrym, męskim feminizmie.

Jędrzej Dudkiewicz – dziennikarz-freelancer do spraw społecznych.

Inspiracje i lektury, po które warto sięgnąć:

  • Caroline Criado Perez – Niewidzialne kobiety (2020)
  • Amia Srinivasan – Prawo do seksu (2023)
  • Mona Chollet – Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet (2019)
  • Rebecca Solnit – Mężczyźni objaśniają mi świat (2017)
  • Liz Plank – Samiec alfa musi odejść (2022)
  • Paulina, Klepacz, Kamila Raczyńska-Chomyn, Aleksandra Nowak – Dziwki, zdziry, szmaty. Opowieści o slut-shamingu (2021)
  • Aleksandra Nowak – Wyp***dalać (2024)