Przełamując fale? Mity i fakty na temat feminizmu w Polsce
Magdalena Grabowska
Często mówimy, że w Polsce nie było „fal feminizmu” jak w krajach zachodnich. Nie znaczy to jednak, że nie było tu kobiet i osób działających na rzecz równouprawnienia. Wręcz przeciwnie – istniały różne grupy i inicjatywy, które, choć nie zawsze nazywały się feministycznymi, walczyły o prawa kobiet i tworzyły po 1945 roku oraz po 1989 roku podstawy dla późniejszej, masowej mobilizacji z lat 2016–2020.
Porównywanie polskiego ruchu kobiecego do zachodniego modelu „drugiej fali feminizmu” pomniejsza lub unieważnia lokalne spuścizny i praktyki feministyczne. Czy w Polsce była „druga fala feminizmu”? W jakiej „fali” jesteśmy dziś? Do której „fali” można zaliczyć masowe protesty na rzecz prawa do aborcji w Polsce w latach 2016 i 2020? Te i inne pytania często pojawiają się w dyskusjach o historii i kondycji ruchu feministycznego w Polsce. Metafora „fal feminizmu” została po raz pierwszy użyta w amerykańskim „New York Times” w 1968 roku i do dziś jest główną osią debaty o historii ruchu feministycznego w Polsce. Problem w tym, że ten zachodni model nie pasuje do naszych realiów. Polska ma inną historię, kulturę i doświadczenia społeczne. Dlatego próby dopasowania historii feminizmu w Polsce do amerykańskiego wzorca często prowadzą do uproszczeń i nieporozumień.
O co chodzi z tymi falami?
W dużym uproszczeniu według tej metafory mówi się o kilku „falach” feminizmu, które następowały po sobie i były przerywane okresami cofania się zmian, czyli tzw. backlashem.
- Pierwsza fala przypada na przełom XIX i XX wieku. To czas, gdy sufrażystki walczyły o podstawowe prawa dla kobiet – prawo do nauki, posiadania majątku i głosowania w wyborach.
- Druga fala to lata 60. i 70. XX wieku. Wtedy kobiety zaczęły domagać się równości także w życiu prywatnym – prawa do decydowania o swoim ciele, walki z przemocą i uznania pracy domowej za ważną. Dzięki masowej mobilizacji postulaty te trafiły do polityki i kultury głównego nurtu.
- Trzecia fala pojawiła się później i skupiła się na różnorodności doświadczeń kobiet. To podejście, które uwzględnia różne tożsamości, pochodzenie i styl życia, a także wykorzystuje język popkultury i codzienności.
(Nie) tylko „kluczowe” wydarzenia i bohaterskie działaczki
Jaki jest problem z falami feminizmu? Po pierwsze, to porównanie skupia się na pojedynczych wydarzeniach i postaciach, które uznaje się za przełomowe i wyjątkowe. Wielkie protesty, chodliwe hasła i kampanie polityczne są miarą tego, czy feminizm jest silny i czy ma wpływ. Symbolami ruchu feministycznego, który jest obecny na ulicach, w polityce i w mediach, są bohaterskie jednostki: ważne autorki, przywódczynie protestów czy myślicielki. Są to ikony ruchu feministycznego, takie jak Betty Friedan – nazywana wiele razy matką amerykańskiego feminizmu drugiej fali. W efekcie powstaje jednak uproszczony obraz historii. Metafora fal wyróżnia niektóre wydarzenia i osoby jako „najważniejsze” oraz „kluczowe”, traktując jednocześnie całe okresy jako czasy zastoju i stagnacji, kiedy „nic się nie działo”. Nie zwraca uwagi na to, że spektakularne wydarzenia i bohaterki mogą zaistnieć tylko dzięki skumulowanemu, mozolnemu, oddolnemu wysiłkowi różnych kobiet z różnych grup i wielu pokoleń. Przełomy są możliwe tylko dzięki trwającym długo procesom społecznym, małym zmianom budowanym przez zbiorowy wysiłek tysięcy osób, często anonimowych działaczek ruchu.
Zachodni feminizm to (nie) cały feminizm
Po drugie, porównanie historii feminizmu do wzbierających i opadających fal pasuje tylko do niektórych miejsc na świecie, przede wszystkim do Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. W innych krajach, w których feminizm nie przeszedł takiej samej ścieżki jak w krajach Zachodu, często mówi się o słabości feministycznej mobilizacji lub bierności kobiet. Utrwala się w ten sposób obraz feminizmu, którego centrum jest „rozwinięty świat Zachodu”. Metafora fal feminizmu nie sprzyja rozważaniom na temat historycznego i geograficznego zróżnicowania ścieżek emancypacji. Tak naprawdę, szczególnie gdy mówimy o drugiej fali feminizmu, najczęściej mówimy tylko o kilku najbardziej widocznych jego nurtach, feminizmie liberalnym lub merkantylnym (nurty feminizmu, które skupiają się na kwestii uznania, docenienia i akceptacji feminizmu w kulturze, a nie kwestii redystrybucji – sprawiedliwego podziału zasobów w społeczeństwie i dostępu do zasobów), które przyczyniły się do poprawy sytuacji tylko niewielkiej grupy kobiet w krajach Zachodu (przejdź do rozmowy z Nancy Fraser).
Jednocześnie całe obszary geograficzne, takie jak Europa Wschodnia czy Globalne Południe, przedstawiane są jako opóźnione wobec Zachodu, jako miejsca, które muszą „nadrobić” feministyczne zaległości wobec zachodnich ruchów feministycznych, lub miejsca, w których po prostu nie ma feminizmu. Na przykład Polska i cała Europa Wschodnia, które po drugiej wojnie światowej były krajami socjalistycznymi, a w latach 90. przeszły transformację ustrojową, często przedstawiane są jako kulturowo i chronologicznie „zapóźnione” względem Zachodu, kraje, w których „nie było drugiej fali feminizmu”, a więc ominął je ważny etap postępu w dziedzinie praw kobiet lub kraje znajdujące się pomiędzy falami feminizmu, na przykład pomiędzy drugą a trzecią falą feminizmu(1). Fakt, że w tym regionie miał miejsce alternatywny rozwój w obszarze praw kobiet, nie jest brany pod uwagę. To, że kobiety w krajach Europy Wschodniej dużo wcześniej (bo już w latach 50. XX wieku) niż na Zachodzie uzyskały prawo do aborcji i zdobyły możliwość pracy zawodowej oraz niezależności finansowej, nie zmienia powszechnego przekonania, że to zachodni feminizm (faktycznie historycznie opóźniony w tych obszarach względem Europy Wschodniej) jest liderem postępu w prawach kobiet.
Feminizm (nie) jest reaktywny
Po trzecie, metafora fal zbudowana jest na konflikcie pokoleń; spór między starszymi feministkami, które są przedstawiane jako hamulcowe lub jako depozytariuszki przeszłości, a młodszymi osobami – radykalnym i „prawdziwym” głosem zmiany – jest w metaforze fal warunkiem feministycznego rozwoju. Takie ujęcie upraszcza jednak relacje międzypokoleniowe w ruchu, redukuje różnice i spory do wieku, pomijając lub pomniejszając znaczenie różnic wynikających z klasy, rasy, pochodzenia czy miejsca zamieszkania, na wsi lub w mieście. Skupienie na konflikcie pokoleń jako najważniejszej dynamice w ruchu utrwala obraz feminizmu przede wszystkim reaktywnego, a nie proaktywnego. Feministyczne fale są tutaj reakcją na błędy poprzednich pokoleń i konserwatywny backlash, a nie wyrazem własnych projektów i wizji sprawiedliwszego świata.
Socjalizm wyprzedzał Zachód w emancypacji kobiet
W Polsce nie było feministycznych fal, a szczególnie „drugiej fali feminizmu”. Nie znaczy to, że nie istniały tu grupy i inicjatywy, które, choć nie zawsze nazywały się feministycznymi, walczyły o prawa kobiet i miały na tym polu osiągnięcia, często przed swoimi koleżankami z „Zachodu”. Przyjrzyjmy się dwóm takim przypadkom: grupom i organizacjom działającym w okresie socjalizmu i organizacjom feministycznym aktywnym w okresie transformacji. Mimo że przedstawiany jest jako czas zastoju, w okresie PRL-u kobiety zdobyły wiele praw na długo przed tym, by ktokolwiek pomyślał o drugiej fali feminizmu. W 1945 roku wprowadzono w Polsce małżeństwa cywilne (uniezależniające małżeństwa od kościoła), a w 1946 Prawo Rodzinne uznało dzieci urodzone poza związkami małżeńskimi, co dało możliwość samodzielnego macierzyństwa. W 1952 roku równość kobiet została wpisana do konstytucji. Te regulacje, w połączeniu z masowym wejściem kobiet na rynek pracy, zmieniły w Polsce tak zwany „kontrakt płci” – uniezależniły kobiety ekonomicznie i prawnie od mężczyzn oraz kościoła(2).
Socjalistyczną równość tworzyły kobiety
Kobiety w socjalizmie nie były tylko biernymi odbiorczyniami nowych praw. Dziennikarki i publicystki, na przykład Wanda Malcer i Irena Gumowska, pisały na łamach prasy, że aby równość kobiet stała się faktem, potrzebna jest interwencja państwa w sferze prac domowych, powołanie do życia instytucji takich, jak stołówki, pralnie, domy matki oraz całotygodniowe żłobki i przedszkola. Głosiły, że aby kobiety rzeczywiście poczuły się równe, mężczyźni muszą się włączyć w obowiązki domowe. Na rzecz równości działały również polityczki, na przykład Edwarda Orłowska, kierowniczka wydziału kobiecego PPR i PZPR, która domagała się, by państwo większą uwagę poświeciło problemom kobiet wiejskich, zapewniło opiekę nad dziećmi podczas żniw, opiekę medyczną i dostęp do kultury. Inne działaczki, jak Eugenia Pragier, walczyły na forum organizacji międzynarodowych o uznanie zasady równej płacy za równą pracę w ramach Międzynarodowej Organizacji Pracy. Dziennikarka Zofia Dembińska i współzałożycielka czasopisma „Przyjaciółka” w 1965 roku, była autorką pierwszej wersji Deklaracji w Sprawie Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (DEDAW), przyjętej przez ONZ w 1967 roku(3). Kobiety posłanki, Maria Jaszczuk i Wanda Gościmińska, przekonywały w 1956 roku do zmiany prawa aborcyjnego. Zwracały uwagę, że aby kobiety były dobrymi obywatelkami i pracowniczkami, potrzebują mieć zapewnioną możliwość decydowania o tym, ile i kiedy chcą mieć dzieci. Z czasem kwestia równości kobiet straciła w PRL-u na znaczeniu i stała się przede wszystkim propagandą. Pracę na rzecz kobiet kontynuowały jednak w późniejszych latach oddziały Ligi Kobiet i Koła Gospodyń Wiejskich, których działania miały charakter przede wszystkim praktyczny: miały pomóc kobietom zarządzać gospodarstwem domowym i pomagać w rozwiązywaniu problemów związanych z kryzysami gospodarczymi (braki w dostawach żywności)(4).
Aborcja to klucz do demokracji w Polsce
W okresie po 1989 roku, kiedy wraz z transformacją zagrożone zostało prawo do przerywania ciąży, kobiety stanęły na czele mobilizacji domagających się zwiększonego uczestnictwa zwykłych ludzi w demokracji. Barbara Labuda, współzałożycielka Komitetów na Rzecz Referendum (Aborcyjnego) razem ze Zbigniewem Bujakiem, sprzeciwiała się takiej demokracji, w której o życiu kobiet decydują politycy i księża. Walka o prawa kobiet i demokrację w okresie, który często uznawany jest za czas feministycznego zastoju, toczyła się na ulicach i w instytucjach państwowych. Demonstracje przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego miały miejsce w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Bydgoszczy i Wrocławiu. Komitety na Rzecz Referendum zebrały ponad milion podpisów, angażowały lokalne społeczności, w tym działaczy społecznych, ludzi kultury, feministki oraz partie polityczne, w miastach takich, jak Lublin, Wrocław czy Ciechanów. Odwołując się do instytucji państwa, feministki próbowały, między innymi przeciwstawić się Kodeksowi Etyki Lekarskiej, który ograniczał dostępność aborcji. W 1992 roku stowarzyszenie feministyczne Pro-Femina i Rzeczniczka Praw Obywatelskich (wówczas prof. Ewa Łętowska) skierowały do Trybunału Konstytucyjnego zapytanie o zgodność Kodeksu z obowiązującym wówczas prawem z 1956 roku.
Lata 90. To nie czas stagnacji
Feministyczny aktywizm przed 1993 rokiem i po nim miał przede wszystkim charakter „usługowy” – organizacje kobiece i feministyczne doradzały osobom, które straciły pracę, pomagały w dostępie do informacji czy usług zdrowotnych. Pierwsza polska organizacja feministyczna, Polskie Stowarzyszenie Feministyczne, zrzeszała kobiety, które wspólnie zastanawiały się nad tym, czym jest feminizm i co oznacza praktykowanie go w Polsce. Wkrótce po upadku PRL-u zaczęły powstawać organizacje pozarządowe (m.in. Konsola, Ola – Archiwum), a także feministyczne wydawnictwa prowadzone na przykład przez Fundację eFKa, która stworzyła pierwsze polskie pismo feministyczne „Pełnym Głosem” (ukazujące się od 1991 roku) (przejdź do strony internetowej eFKi). Inne przykłady publikacji to „Furia Pierwsza” (pierwsze feministyczno-lesbijskie czasopismo w Polsce), „Biuletyn Ośki”, „Zadra” i „Katedra”.
Z czasem, w ramach procesu zwanego NGO-izacją (czyli profesjonalizowania, biurokratyzowania i instytucjonalizowania się ruchu społecznego), feminizm coraz bardziej aktywnie angażował się w obserwację i reagowanie na działania kolejnych rządów w obszarze praw kobiet oraz współpracę z instytucjami międzynarodowymi, takimi jak ONZ. Polskie organizacje przygotowywały dla tych ostatnich „raporty cienie” (stworzone przez sektor pozarządowy, alternatywne wobec rządowych, raporty na temat sytuacji kobiet w Polsce). Trwała jednocześnie samoorganizacja i profesjonalizacja ruchu kobiecego(5), czego przykładem było powołanie Ośrodka Informacji Środowisk Kobiecych „Ośka” – organizacji sieciującej różne środowiska kobiece w Polsce. W późniejszym okresie zadanie integracji środowisk feministycznych, szczególnie na poziomie regionalnym, podjął Kongres Kobiet, który powstał w 2009 roku.
Feminizm uliczny i solidarny
Po okresie intensywnego rozwoju feministycznych instytucji nadszedł czas na feminizm uliczny – w formie protestów, demonstracji i działań performatywnych w przestrzeni publicznej, między innymi w ramach Manify, corocznej manifestacji z okazji Dnia Kobiet (od 2001 roku). Feminizm budował również sojusze z innymi ruchami społecznymi: aktywnie współdziałał z ruchem LGBTQA – na przykład przeciwko delegalizacji Marszu Równości w Poznaniu w 2005 roku. Wspierał również m.in. protesty pielęgniarek w Białym Miasteczku w 2007 roku (przejdź do rozmowy o Białym Miasteczku). Feministki współorganizowały działania antyfaszystowskie, między innymi Kolorową Niepodległą, która zablokowała Marsz Niepodległości w Warszawie w 2011 roku. Budowały one również i działały w ruchu na rzecz sprawiedliwości klimatycznej. Na poziomie państwa feministki działały na rzecz włączenia równości do polityk publicznych – stało się możliwe po 2004 roku dzięki horyzontalnej polityce Unii Europejskiej (gender mainstreaming)(6). Nie ustał także tzw. feminizm usługowy, w tym aktywizm na rzecz dostępności aborcji – kontynuowany przez organizacje takie jak Federa, a także nowo powstałe sieci i kolektywy aborcyjne: Kobiety w Sieci i Aborcyjny Dream Team.
Feminizm to nie tylko demostracje i protesty
Kiedy w 2016 roku, a potem w 2020 wybuchły masowe protesty uliczne, część osób uznała, że to początek feminizmu w Polsce. Te szeroko omawiane w mediach i dyskutowane jako przełomowe momenty dla ruchu feministycznego miały na pewno kluczowe znaczenie dla historii Polski. Były to największe protesty społeczne po 1989 roku. Zaangażowały „zwykłe kobiety”(7) i doprowadziły do mobilizacji w wyborach w 2023, co pozwoliło obalić antyfeministyczne rządy prawicy.
Feminizm w Polsce nie zaczął się jednak podczas tych protestów, na pewno się też na nich nie skończył. Badania pokazują, że feministyczna rewolucja, cicha choć uparta zmiana, trwa między innymi na wsi i w mniejszych miastach (przejdź do raportu Jest opresja – jest opór). Feminizm lokalny w Polsce to przede wszystkim działania praktyczne, na rzecz społeczności, które często nie mają wspólnego celu, nie są zarządzane przez jedno „feministyczne centrum”. To walka z następującymi po sobie wielkimi kryzysami, a także lokalną władzą oraz wykluczeniem społecznym, transportowym czy ekonomicznym i przemocą wobec różnych grup: takich jak matki, pracownice seksualne, kobiety mieszkające na wsi, młode osoby queerowe czy uchodźczynie. Działania grup na poziomie lokalnym dotyczą rzeczy kluczowych: zdrowia, pomocy potrzebującym, wsparcia dla osób ze społeczności. Spotkanie z ginekolożką, trening samoobrony, wsparcie w aborcji albo zorganizowanie spotkania dostępnego dla osób z niepełnosprawnością ma służyć rozwiązywaniu problemów danej społeczności i jest przykładem feminizmu codziennego lub „feminizmu dla 99%” (przejdź do manifestu Feminism for the 99%).
Czy feminizm jest dla wszystkich?
Wiele kobiet, które działają w organizacjach lokalnych, nie widzi siebie jako feministek. W ich oczach feminizm jest czymś odległym i abstrakcyjnym, ruchem dostępnym tylko dla działaczek, badaczek i „prawdziwych feministek”. Z perspektywy kobiet w mniejszych miastach i na wsi to, co robi feminizm, może wydawać się nieistotne. Panie z Koła Gospodyń Wiejskich nie pojadą na demonstrację. Mogą za to zrobić wiele solidarnych rzeczy dla kobiet ze swojej społeczności. Dlatego ważne jest przemyślenie tego, co rozumiemy jako feminizm. Metafora „fal feminizmu” nie pomaga w przełamywaniu dystansu między feministkami a nie-feministkami. Zamiast wzmacniać wspólnotę, pokazywać różnorodność ruchu i jego „rozlewiska”, skupia się na wąskiej grupie osób i wydarzeń, nie dostrzega feminizmu codziennego, który jest kluczem do trwania feminizmu i oddolnej zmiany społecznej.
Magdalena Grabowska – socjolożka, badaczka ruchów feministycznych.
1 Graff, A. (2003), Lost between the Waves? The Paradoxes of Feminist Chronology and Activism in Contemporary Poland, „International Journal of Womens’ Studies”, 4(2), s. 99–116.
2 Grabowska, M. (2018), Zerwana genealogia. Działalność społeczna i polityczna kobiet po 1945 roku a współczesny polski ruch kobiecy, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR.
3 Mrozik, A. (2019), Zofia Dembińska – zapomniana „architekta PRL-u”. Krytyczny przyczynek do feministycznej teorii i praktyki biograficznej w Polsce, „Teksty Drugie”, 3, s. 252–269.
4 Stańczak-Wiślicz, K., Perkowski, P., Fidelis, M. i Klich-Kluczewska, B. (2020), Kobiety w Polsce 1945–1989: Nowoczesność – równouprawnienie – komunizm, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych „Universitas”.
5 Walczewska, S. (red.) (2005), feministki własnym głosem o sobie, Wydawnictwo eFKa.
6 Rawłuszko, M. (2020), Feministki we współpracy z państwem. Studium przypadku, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.
7 Ramme, J., Snochowska-Gonzalez, C. (2018), Solidarność mimo różnic – solidarność dzięki różnicom. Działaczki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, „Praktyka Teoretyczna”, 30(4), s. 75–100.