Pomiń nawigację Przejdź do sekcji stopka"
Logo Funduszu Feministycznego
Fundusz Feministyczny
100 lat walki o aborcję w Polsce

100 lat walki o aborcję w Polsce

Natalia Broniarczyk

Od liberalnej ustawy z 1956 roku po jeden z najbardziej restrykcyjnych zakazów w Europie – historia aborcji w Polsce to historia walki kobiet o godność, zdrowie i prawo do decydowania o sobie. Zmieniały się ustroje, rządy i hasła, ale jedno pozostało niezmienne: aborcja w Polsce zawsze się odbywała – dzięki wzajemnej pomocy.

 

Polska ma dziś jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw aborcyjnych w Europie, ale nie zawsze tak było. Przed wprowadzeniem zakazu 7 stycznia 1993 roku mieliśmy jedną z najbardziej liberalnych ustaw aborcyjnych na kontynencie. To właśnie do nas przyjeżdżały wówczas Francuzki i Szwedki, by przerwać ciążę. Dziś to one pytają: jak to możliwe, że w Polsce wciąż obowiązuje zakaz aborcji? Do transformacji ustrojowej obowiązywała ustawa z dnia 27 kwietnia 1956 roku o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży.

Zezwalała ona na aborcję, gdy:

  • za jej przeprowadzeniem przemawiały wskazania lekarskie dotyczące zdrowia płodu lub kobiety ciężarnej,
  • zachodziło uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku przestępstwa,
  • ze względu na trudne warunki życiowe kobiety.

Liberalne początki: aborcja w PRL-u

„Trudne warunki życiowe” oznaczały w praktyce, że wystarczyło oświadczyć lekarzowi, iż nie stać nas na dziecko. Zabieg można było wykonać bezpłatnie w szpitalu lub odpłatnie w prywatnej przychodni. Nasze babcie, matki i ciotki często nie miały dostępu do antykoncepcji, więc niechciane ciąże po prostu się przerywało. Nie oznaczało to jednak, że było to łatwe. Kobiety musiały wysłuchiwać lekarskich mitów: że aborcja powoduje niepłodność, raka, depresję czy zostaje z nami do końca życia. W publicznych placówkach konsultacje przypominały spowiedź – nie brakowało upokarzających pytań i moralizatorskich komentarzy.

Polska – centrum turystyki aborcyjnej

Francuzki i Szwedki przyjeżdżały tu po zabieg, którego nie mogły wykonać u siebie. Do lat 80. Polska była bezpiecznym, tanim i popularnym kierunkiem tzw. turystyki aborcyjnej dla kobiet z Europy Zachodniej. Tam miały demokrację, ale nie miały legalnej aborcji. U nas było odwrotnie: brak demokracji, ale łatwy dostęp do zabiegu.

Babki i znachorki – kobieca solidarność sprzed 1956 roku

Zanim przyszli lekarze, były one – kobiety, które ryzykowały, by ratować inne kobiety.
W 1956 roku, gdy w Polsce zalegalizowano aborcję, lekarze ginekolodzy i położnicy otrzymali ogromną władzę – cała opieka nad porodami, poronieniami i aborcjami została przeniesiona do szpitali. Zresztą to symboliczne przekazanie władzy odbywało się na całym świecie wraz z powstaniem nowej specjalizacji medycznej – ginekologii położniczej. W tamtych czasach, lekarzami zostawali głównie mężczyźni. Przed 1956 rokiem kobiety również przerywały ciąże, ale z pomocą tzw. babek, czyli lokalnych akuszerek i znachorek. Używały one mniej lub bardziej bezpiecznych metod – naparów z ziół, płukanek czy nakłuwania błon płodowych.

W każdym mieście, miasteczku czy nawet wsi kobiety wiedziały, do kogo zwrócić się z problemem niechcianej ciąży. Ślady tej kobiecej solidarności można dziś odnaleźć głównie w aktach spraw sądowych – gdy tajemnice wychodziły na jaw, a akuszerki stawały przed wymiarem sprawiedliwości. Wiele tych eksperymentów było niebezpiecznych. Zdarzały się śmierci kobiet, zwłaszcza gdy strach przed karą powstrzymywał przed szukaniem pomocy lub gdy do placówki medycznej było po prostu zbyt daleko.

Ustawa z 1956 roku – „dla ochrony zdrowia kobiety”

Państwo po raz pierwszy uznało, że zakaz aborcji szkodzi kobietom bardziej niż sama aborcja. Ustawa z 1956 roku rozpoczynała się słowami:

W celu ochrony zdrowia kobiety przed ujemnymi skutkami zabiegów przerywania ciąży dokonywanych w nieodpowiednich warunkach lub przez osoby niebędące lekarzami.

Obowiązywała ona przez 37 lat – aż do roku 1993 – i w przeciwieństwie do rozwiązań prawnych w Europie Zachodniej była dosyć liberalna.

Narodziny organizacji antyaborcyjnych

Pierwsze dyskusje o zaostrzeniu ustawy aborcyjnej rozpoczęły się już w latach 80., kiedy w Polsce zaczęły działać organizacje tzw. obrońców życia. Moda na tego rodzaju stowarzyszenia przyszła do nas z USA, na polskich ulicach pojawiały się wizerunki płodów oraz hasła nazywające aborcję mor*derstwem. Ogromną rolę w zaostrzeniu ustawy odegrał Kościół Katolicki i będący wtedy papieżem Karol Wojtyła. Zaangażowanie instytucji kościoła w walkę o demokrację wiązało się z koniecznością spłacenia wobec niego długu, a walutą było prawo kobiet do aborcji. Na początku lat 90., gdy posłowie debatowali nad nową ustawą, pojawiło się kilka projektów – niektóre przewidywały nawet karanie kobiet za przerwanie własnej ciąży.

Komitety Labudy i Bujaka

W 1992 roku Barbara Labuda i Zbigniew Bujak zorganizowali obywatelską inicjatywę znaną jako Komitety Bujaka. Ich celem było zebranie podpisów na rzecz referendum w sprawie karalności kobiet za przerwanie ciąży. W akcję zaangażowały się tysiące osób i organizacji. Zebrano między 1,3 a 1,7 miliona podpisów, jednak mimo spełnienia ustawowych wymogów Sejm odrzucił wniosek. Ustawę antyaborcyjną uchwalono, nazywając ją „kompromisem aborcyjnym”. Politycy argumentowali, że przyjęli „łagodniejszą” wersję – karane miały być jedynie osoby, które pomagały w aborcji lub do niej podżegały.

Pierwszy raz, gdy Trybunał zawiódł kobiety

30 sierpnia 1996 roku Sejm złagodził ustawę z 1993 roku, dodając przesłankę o trudnej sytuacji życiowej kobiety. Zmiana obowiązywała jednak zaledwie rok – 27 maja 1997 roku Trybunał Konstytucyjny uznał ją za niezgodną z konstytucją. W ten sposób aborcja ponownie została ograniczona do trzech przesłanek*.

Kobiety wychodzą z cienia: sprawa z Lublińca i narodziny Manify

W grudniu 1999 roku media obiegła informacja o najściu policji na gabinet ginekologiczny w Lublińcu. Kobietę, podejrzewaną o aborcję, wyciągnięto z gabinetu i przewieziono na przymusowe badania ginekologiczne. Wydarzenie to stało się impulsem do powstania Porozumienia Kobiet Ósmego Marca – kolektywu organizującego warszawskie manify.

„Kobiety na falach” i debiut tabletek aborcyjnych

W 2003 roku do portu we Władysławowie przypłynął statek „Langenort”, należący do holenderskiej organizacji Women on Waves. Na pokładzie znajdowała się poradnia świadomego macierzyństwa i gabinet lekarski, w którym wykonywano farmakologiczną aborcję. Przy okazji akcji „Langenort” w Polsce po raz pierwszy pojawiły się tabletki aborcyjne – oraz przeciwnicy aborcji tacy, jak Roman Giertych i Krzysztof Bosak.

Kobiety w sieci

W 2006 roku – wraz z rozwojem Internetu – powstała bezpieczna przestrzeń dla osób potrzebujących aborcji. Justyna Wydrzyńska założyła forum maszwybor.net i grupę Kobiety w Sieci (przejdź do artykułu), gdzie osoby w ciąży mogły zadawać pytania, dzielić się obawami i otrzymywać wsparcie. Forum działa do dziś i tworzy społeczność kobiet pomagających kolejnym osobom przechodzącym aborcję.

Aborcja w Wigilię i narodziny nowej debaty

W 2013 roku feministka Katarzyna Bratkowska została zaproszona z posłem Jackiem Żalkiem na rozmowę dotyczącą zaostrzenia kar za aborcję. Bratkowska w programie na żywo oświadczyła, że jest w ciąży i planuje ją przerwać w Wigilię. Jej słowa skierowane do posła Żalka: „Bardzo proszę, żeby pan na mnie doniósł, nasłał na mnie policję. Niech pan rozkaże mi urodzić, niech mnie pan zmusi” obnażyły absurd prawnych i społecznych ograniczeń. Bratkowska wywołała swoim wyznaniem burzę – nawet w środowisku pro-choice – ale pokazała też prawdę: aborcje dzieją się każdego dnia, także w święta.

Narastający sprzeciw: Czarny Protest i Strajk Kobiet

Po 2015 roku, wraz ze zmianą władzy, do Sejmu trafił projekt obywatelski „Stop aborcji”, zakładający całkowity zakaz zabiegu, badań prenatalnych i karanie kobiet. W odpowiedzi powstała grupa Dziewuchy Dziewuchom, a w całym kraju odbyły się demonstracje pod hasłem „Odzyskać wybór”. Protesty przybierały różne formy. W ramach zorganizowanej akcji „Trudny okres dla rządu” premierka Beata Szydło zaczęła otrzymywać szczegółowe opisy miesiączek, które były publikowane również w Internecie. W odpowiedzi na projekt całkowitego zakazu aborcji powstała inicjatywa obywatelska „Ratujmy Kobiety”, postulująca wprowadzenie legalnej aborcji do 12. tygodnia. Oba projekty ostatecznie przepadły w Sejmie, ale 3 października 2016 roku w związku z procedowaniem przez Sejm ustawy „Stop aborcji” na ulice kilkudziesięciu miast i miasteczek w całej Polsce wyszły setki tysięcy ludzi – tak swoją działalność rozpoczął Strajk Kobiet.

Natalia Przybysz i przełamanie tabu

W październiku 2016 roku piosenkarka Natalia Przybysz wyznała w wywiadzie, że dokonała aborcji. Jej szczerość wywołała falę hejtu, ale też otworzyła publiczną dyskusję o aborcji bez wstydu i żalu. Dwa tygodnie po wyznaniu Przybysz powstał Aborcyjny Dream Team, kolektyw, który postawił sobie dwa cele – szerzyć wiedzę o tabletkach aborcyjnych i destygmatyzować przerywanie ciąży. W lutym 2018 roku ADT dzięki minigrantowi od Funduszu Feministycznego wydało zina: „Potrzebujesz aborcji? Nie jesteś sama” i rozdystrybuowało go po całej Polsce (przejdź do zina „Potrzebujesz aborcji? Nie jesteś sama”). To był początek jawnego pomagania w aborcjach.

2020: kolejny cios – wyrok Przyłębskiej

W październiku 2020 roku Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej uznał, że aborcja w przypadku ciężkich wad płodu jest niezgodna z konstytucją. Decyzję tę uzasadniono m.in. wyrokiem z 1997 roku autorstwa prof. Zolla.

Decyzja wywołała masowe protesty w całym kraju mimo pandemii. Kobiety wyszły na ulice z hasłami „Moje ciało, mój wybór” i „Wyp…ać”. To wtedy upadł mit o „kompromisie aborcyjnym”, a hasło „Myślę, czuję, decyduję” odzyskało swoje znaczenie.

Śmierć Izy z Pszczyny – punkt zwrotny

W 2021 roku media poinformowały o śmierci 30-letniej Izy z Pszczyny. Lekarze, obawiając się konsekwencji prawnych, nie przerwali ciąży mimo zagrożenia życia kobiety.
W wiadomości do matki Iza pisała:


 Na razie dzięki ustawie aborcyjnej muszę leżeć. Czekają, aż umrę lub coś się zacznie…

Jej śmierć sprawiła, że kobiety zaczęły myśleć o sobie nawzajem z empatią, i wywołała ogólnopolskie protesty pod hasłem „Ani jednej więcej”, które po raz kolejny zwróciły uwagę na realne skutki zakazu aborcji. Dziś już wiemy, że Iza nie była jedyna.

Aborcja dzieje się mimo zakazu

Według badań ONZ i Instytutu Guttmachera z 2022 roku, 1 na 4 ciąże na świecie jest przerywana, niezależnie od prawa. W Polsce może to oznaczać nawet 10 milionów kobiet w ciągu ostatnich dekad.

Rządowe raporty pokazują jedynie dane ze szpitali, w których odbywa się zaledwie 1% wszystkich aborcji. Lekarze przez dekady nie byli szkoleni w nowoczesnych metodach przerywania ciąży, a w wielu szpitalach wciąż stosuje się przestarzałe łyżeczkowanie zamiast bezpiecznej aborcji próżniowej.

Z perspektywy zdrowia publicznego brak wiedzy w jednym obszarze (aborcja) ma konsekwencje także w innych – leczeniu poronień czy komplikacji okołoporodowych. W efekcie każda kobieta, nawet ta w chcianej ciąży, może stać się ofiarą zakazu aborcji.

Aborcja Bez Granic i siła solidarności

Od 2019 roku działa sieć Aborcja Bez Granic, zrzeszająca dziewięć organizacji pomagających w aborcjach. Codziennie co najmniej 130 osób przerywa ciążę z ich pomocą: 125 za pomocą tabletek w domu, a 5 w zagranicznych klinikach. Każdego dnia na infolinię 22 29 22 597 dzwoni kilkadziesiąt osób szukających wsparcia w przerwaniu ciąży. Jedną z odbierających telefon jest Justyna Wydrzyńska. Gdy w 2021 roku została oskarżona o pomoc w aborcji z art. 152 kodeksu karnego, na sali rozpraw dumnie opowiadała o tym, dlaczego to państwo jest winne niesprawiedliwych przepisów, a nie ona sama.

Tabletki, które zmieniły świat

W latach 80. w Brazylii feministki zauważyły, że spada liczba śmierci z powodu niebezpiecznych aborcji. Okazało się, że w aptekach dostępny był Mizoprostol – lek powodujący skurcze macicy. Na jego opakowaniu widniało ostrzeżenie, że może powodować poronienie. To ostrzeżenie stało się… instrukcją.

Wiedza o poronnym działaniu Mizoprostolu rozprzestrzeniła się po świecie, docierając również do Polski na początku XXI wieku. Dziś, dzięki sieci wsparcia, grupom feministycznym i aktywistkom z całej Europy, aborcja w Polsce dzieje się codziennie – bez zgody polityków, ale w ramach pomocy wzajemnej.

Aborcja dzieje się każdego dnia

Od ponad 30 lat aborcje w Polsce odbywają się nie dlatego, że politycy na to pozwolili, ale pomimo ich zakazu. To zasługa solidarności kobiet – od wiejskich babek po aktywistki Aborcji Bez Granic. Politycy wciąż wierzą, że aborcja zacznie się dopiero wtedy, gdy oni nam pozwolą. Tymczasem aborcja dzieje się każdego dnia – po cichu, skutecznie i z troski o własne życie.

Natalia Broniarczyk – pomaga w aborcjach w Aborcyjnym Dream Teamie i Aborcji Bez Granic.

* Trzy przesłanki, o których mowa, to: 1) zagrożenie życia lub zdrowia kobiety, 2) podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (np. gwałtu) oraz 3) gdy badania prenatalne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu.